środa, 19 listopada 2014

Epilog : Po stronie żywych. [1]

Szpital centralny Londyn :


Mały przytulny pokój.Kremowe ściany i jasny zielony lenteks, jedna przestronna szafa i na uboczu mała umywalka.Tuż pod ścianą łóżko z fioletową pościelą.Na nim dziewczyna.Twarz blada, podkrążone oczy -półprzymknięte.Zmęczenie widać było na pierwszy rzut oka, jednak usta były wygięte w lekką podkówkę.Krople potu spływały po jej kredowej cerze.Burza rudych włosów, porozrzucana po całej poduszce .
Kurczowo trzymała metalową rączkę od łóżeczka, które miała na wyciągniecie ręki.Co chwila wydobywały się z niego, ciche mlaskania.Leżało tam dziecko.Jej dziecko! Czarne kruczowate włoski i głębokie zielone oczy w których, można było utonąć.Dziewczyna co chwila podawała maluchowi, jeden palec swojej reki którym, malec zawzięcie się bawił.Była taka szczęśliwa.Częste wybuchy śmiechu syna przyprawiały ją w stan euforii.
Klamka do drzwi zapadła.Skrzypnie nasilało się.W pokoju pojawiła się uśmiechnięta  brunetka.Twarz napięta w najszczerszy uśmiech, oczy błyskały radością jak i ona sama.W ręku trzymała małą torebkę.Niepewnie podeszła do łóżeczka malca.
-Cześć, słodziaku.-Musnęła jego policzek swoim palcem.-Jak ty duży, mama chyba za bardzo Cie karmi.-Zaśmiała się. Patricia przewróciła teatralnie oczami.Chwyciła suchy ręcznik, który przyniosła jej położna.Wytarła ostatnie krople potu, jakie spoczywały na jej ciele.Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Westchnęła głośno.Nie sądziła, że przyjdzie się jej spotkać tak szybko z macierzyństwem.Jednak nie żałowała.Ma teraz przy sobie najdroższą i najcenniejszą osobę.
-Wiesz gdzie zapodział się Eddie ?
-Mówił, że ma jakąś sprawę do załatwienia.-Piper ani na moment nie odrywała wzorku od malca.Dziewczyna podparła się na łokciach.Delikatnie usiadła, jednak najmniejszy ruch sprawiał jej ból.Stopy zetknęły się zimną posadzką.Bolało ją niemiłosiernie, mimo to nie chciała martwić siostry.Pod wpływem chwili wstała na równe nogi.Kości strzeliły, krew buzowała.Z lekkim uśmiechem podeszła do łóżeczka.W głowie huczało, nogi co krok odmawiały posłuszeństwa.Czarne plamy przed oczami nasilały się.
-Jest piękny.-Powiedziała szeptem, leciutko gładząc syna po policzku.Jego skóra była taka delikatna, tak jak i on. Piper spojrzała na Patricie.
Źrenice siostry momentalnie się powiększyły.Oszołomienie przyćmiło zdrowy  instynkt.Tuż pod Rudą znajdowała się kałuża.Kałuża krwi.
-Patricia !
-Jest taki cudo...-Osunęła się na ziemię.Jej uśmiech nadal nie znikał.
-Lekarza !-Krzyk rozniósł się po całym szpitalu.


Przepraszam Daniel !

                                                                         ***

Lekki wiatr delikatnie muskał jego podrażnioną skórę .Włosy szalały w rytm powietrza.Jego oczy słabo uchylone w obawie przed łzawieniem.Cichy i rytmiczny stukot jego butów, dawał echo na jednej z ulic.Dostał wiadomość od nieznanego adresata, który prosi o spotkanie.Eddie, nie przejmując się zbytnio postanowił pójść.Pora była nie najlepsza.Szare odcienie na niebie,  powoli zaczęły się przeobrażać w głęboką czerń.Co chwila potykał się o niesforne korzenie które wystawały z dziurawego chodnika.
W parku było dość ciemno.Jedyne światło dawał księżyc pokazując swoje nieskazitelne oblicze.Również była mała latarnia, która jednak  z chwili na chwilę coraz mocniej przygasała.Nie widział żywej duszy.Rozglądał się uważnie.Szelest krzaków, krakanie kurków. Odwrócił się natychmiast.Z ciemności wyłaniał się mężczyzna.Eddieson, nie mógł nic dostrzec.
-Miło Cię widzieć Eddie.-Głos przesączony łagodnością przyprawił Millera o ciarki.Mężczyzna pokazał się w całej okazałości.Złość, gniew i zwątpienie mieszały się w całość tworząc mieszankę wybuchową.Momentalnie zacisnął mocno pięść, powodując sine odciski od paznokci.
-Co ty tu robisz ?! Jakim prawem żyjesz ?! Przecież do cholery umarłeś.-Krzyczał by dać upust emocjom.W jego wnętrzu panowała prawdziwa wojna.Miał ochotę podejść do niego i centralnie przywalić mu w twarz.
-Daj to wytłumaczyć.-Powiedział spokojnie.Granica przekroczona, tama pękła.Miller, momentalnie chwycił mężczyznę za gardło i przycisnął z impetem w najbliższe drzewo.
-William co ty chcesz tłumaczyć ?-Puścił go.Wytarł ręce w kurtkę jakby chciał się pozbyć brudu.-Co chcesz pytam się !
Czarno włosy uśmiechnął się lekko.Otrzepał spodnie, po czym wyciągnął rękę w stronę Eddiego.Trochę zmieszany, po chwili zastanowienia uścisnął dłoń.Złość wyparowała, została tylko wątpliwość.
-Dobra, wyjaśniaj.-Usiadł na ławkę tępo wpatrując się w kamienną ścieżkę.Usłyszał głębokie westchniecie.
-To wszystko było zaplanowane.-Zrobił przerwę po czym przejechał dłonią po włosach.Miał na niej bandaż.Jednak nie zaniepokoiła  go czerwona plamka na białym materiale.-Mój brat Brad, pracuje dla mafii. Od małego wplątał się w to, z mamą nie chcieliśmy mieć nic, z nim wspólnego.-Wziął  głęboki oddech.-Organizacja zdobyła informacje, że jestem na terenie kraju.Brad musiał mnie "zabić" żeby, nikt się o nich nie dowiedział.
-Poczekaj, własny brat miał Cię zabić ?
-Dokładnie.Tam są ludzie bezwzględni nie mający nawet odrobiny współczucia.Wtedy wydarzyła się ta sytuacja na moście.Prawdy dowiedziałem się później.-Schował twarz w ręce.-Nawet nie wiesz jakie to uczucie, gdy, stoisz nad własnym grobem.
-Dobra rozumiem, jednak jak przeżyłeś ?
-Brad upozorował moją śmierć później gdy się ocknąłem powiedział mi o wszystkim.-Odwrócił się do Millera.-Mam pytanie.
-Hmm ?
-Co z Patricią ? Nie wiem czy będzie chciała mnie znać, ale bynajmniej będziemy mieli kontakt.-Powiedział ściszonym głosem.
-Wiesz co stary, nie chciał bym Cię dołować, ale zostałeś ojcem.-Blondyn uśmiechnął się cwaniacko.William momentalnie pobladł.Ręce zaczęły się niekontrolowanie trząść a oczy zachodzić łzami.
-Mówisz prawdę ?
-Jak Boga daję.Nie miałem szczęścia zobaczyć twojego dziecka, bo przyszedłem na spotkanie.-Poklepał go  po plecach.-Jak chcesz możemy iść, jednak powiedz co Ci się stało w rękę ?
-Mały wpadek z bronią.-Zaśmiał się.Razem ramię w ramie poszli zobaczyć dziecko, które niedawno zawitało na świat .

Zaczynam naprawdę Cię lubić William.

                                                                         ***
-Żyj do cholery, nie zostawiaj go.-Krzyki lekarza było można usłyszeć  na korytarzu. Piper leciutko kołysała się z małym dzieckiem w ramionach.Cichutki płacz dziecka wydobywał się z krtani malca.Bezsensownie wpatrywała się w drzwi do pokoju.Leżała tam jej siostra, wcześniej szczęśliwa, teraz praktycznie jedną nogą w grobie.

Co chwila ktoś ją nawoływał.Jakiś prąd przeszył jej ciało.Czuła wszystko, jednak nie mogła nic zrobić.Oddychanie było niemożliwe, płuca jakby odmówiły współpracy.Serce coraz wolniej przetaczało krew.Oczy zamykały się miarowo.Jakaś niewidzialna siła ściągała ją w dół.Otchłań ciemności chłonęła ją całą.Była taka bezsilna.
-Całe życie przed tobą, walcz słyszysz walcz !-Jakiś głos przebijał się przez resztki świadomości.
Zostawcie mnie ja umieram.
Coś momentalnie obudziło, jej ciało.Płuca zaczęły na nowo przetwarzać powietrze.Zachłysnęła się dawką tlenu.Oczy momentalnie szeroko się otworzyły.Dyszała głośno, jakby chciała robić ostatni oddech.
-Witaj z powrotem.-Ciepły głoś zadziałał na nią, jak wiadro zimnej wody.
-Nona ? -Głoś lekko zachrypnięty.Kobieta od razu podała kubek z wodą.
-Masz ciastka ? -Zaśmiała się perlicze.-Proszę Cię nie rób tak więcej.
-Nawet nie wiem, jak to się stało.-Wzięła duży chlust wody niczym spragnione zwierze.
-Wystąpiła komplikacja po porodzie, nie bój się sytuacja opanowana.
-Gdzie Daniel ?!-Usiadła szybko, jednak skończyło się to bólem.Syknęła cicho.
-Spokojnie jest z twoja siostrą.-Podeszła do drzwi.Lekko nacisnęła klamką-Uważaj na siebie.

Czemu Cie teraz przy mnie nie ma ?

                                                                  
***
Nawet nie wiecie, ile razy próbowałam to opublikować.Mam strasznie dużo zastrzeżeń, co do tej części.Wiec co ? Jeszcze jedna cześć, jednopartówka i konie.Tak czasami tak bywa, jednak z tym blogiem cholernie trudno będzie, mi się pożegnać.Mimo iż nie pojawiają się nowe posty, pracuje poprawiając moje, stare wypociny.

Do kolejnego napisania. :)

czwartek, 16 października 2014

Opowiadanie 12 Drastyczna prawda.

 Patricia :

Ciemność nie opuszczała mnie do zawsze.Była jakby przyjaciółką.Tak, była nią.Zawsze mogłam na niej polegać.Dziwne prawda ? Ciemność nie istnieje, a mimo jest.Połowa ludzi się jej boi, a ja ?
Nie, wręcz ją uwielbiałam.Żaliłam, płakałam ona posłusznie słuchała,Mimo, iż nic nie słyszałam wiedziałam, że mnie pociesza.Była jak moja matka, której nigdy nie widziałam.Otulała mnie swoim czarnym płaszczem niczym matka swoje dzieci, gdy się boją.
W dzieciństwie zawsze uciekałam od problemów.Zawsze byłam odrzucana od rówieśników.Lubiłam samotność, potrafiłam wszystko robić sama.Za to mnie nie lubili właśnie za samotność.Nienawidziłam  tego dziecięcego  gwaru który, zawsze rozsadzał mi głowę.Zamiast jak głupia latać za piłką, czytałam książki.Może dlatego mam taki wstręt do literatury.

Piper zawsze była wyróżniana.Była wszędzie.Piper taka kochana, ach ta Piper to jest taka utalentowana.Potrafiłam płakać, całymi dniami.Nienawidziłam jej, wręcz nią gardziłam, miałam myśli żeby chwycić za nóż i zabić albo ją, albo samą siebie.To, było straszne.Była rozdarta.Nie wychodziłam z pokoju,ograniczyłam rozmowy z rodziną do minimum.
Przyszedł czas wyboru szkoły średniej.Chciałam być wolna.Zbudować mur dzielący mnie i resztę rodziny.Nikt  nie będzie go umiał zburzyć.Wybrałam Anubis.Była to jedyna trafna decyzja.Poznałam tu ludzi którzy nauczyli mnie na nowo żyć.Bił od nich taki optymizm.Jednak coś z mojej przyszłości stało mi na przeszkodzie, żeby mocniej się do nich zbliżyć.Pojawił się Eddie.Myślałam, że to on ten jedyny.Czułam się przy nim wyjątkowa.Kochałam go.Przeliczyłam się.Zostawił mnie.Tak, po prostu.Mój trochę odbudowany świat po raz kolejny runą w gruzach.Wszystko zaczęło się psuć ; poznanie prawdy o rodzicach, całe zamieszanie z tą cholerną klątwa.Nagle w całym tym zamieszaniu pojawia się William.Moja miłość z  młodości.On dal mi promyk nadziei.Cieszyłam się jak dziecko, które dostało cukierka.Znów głupia nadzieja, że będzie dobrze.Bam, bam kolejny raz gruzy.Umarł. Zabił go własny brat ! Zrozumiem wszystko, tego niestety nie mogę.Jakim trzeba być człowiekiem żeby zabić własnego brata.

Pogrążałam się z dnia na dzień.Czarna otchłań chłonęła mnie powoli, sprawiając mi ból.
Ból, który sprawiał mi niewyobrażalne cierpienie.Nie byłam wstanie się uwolnić.Zostałam zakneblowana grubymi łańcuchami. A może ja po prostu nie chciałam się uwolnić.Zatrzymać wszystkie uczucia, nie pokazywać nikomu jak cierpię.
                                                                       ***
 
Ktoś kurczowo ściskał moją dłoń.Sprawiało mi to ból.Chciałam sprawdzić kto sprawia mi takie katusze, lecz nie mogłam.Powieki nie chciały, ani trochę współpracować.Próby podniesienia ich jakimś sposobem kończyły się fiaskiem.Zawsze łatwo się poddaje, o nie, nie teraz.Skupiłam się przez moment.Jasne promienie, (nie wiem czego ) zaczęły docierać do moich oczów.
Nie miałam czucia w noga.Momentalnie spanikowałam.Nic nie czuje, kompletnie.Chciałabym bym krzyczeć, nie mogłam.Głos całkowicie zablokował się krtani.Czuję się fatalnie.W stanie strachu, zbyt pośpiesznie dokończyłam otwieranie oczu skończyło się mocnym bólem w skroniach.Nie był to jedyne zmartwienie.Czułam jak krew niebezpiecznie buzuje, powrócił ucisk w płucach. Więcej dolegliwości mieć nie mogłam.
Wiem, że byłam w pokoju.Białe ściany od razu przykuły moją uwagę.Karmelowa szafa stała przy oknie, obok niej była mała umywalka.Nie mogłam rozróżnić osób które znajdował się w pomieszczeniu.Spróbowałam wyostrzyć wzrok.Udało się.
Joy ? Joy ! Tam jest Joy. Stała tam.Była jakaś nieobecna.Czerwone od płaczu oczy zwróciły się na mnie.Co się stało ? Był jeszcze Eddie.Nie widziałam jego twarzy.Odwrócił się do mnie plecami niczym nadąsany bachor.Dalej ktoś usilnie ściskał moją rękę,Przekręciłam głowę w stronę dręczyciela.Co ? Nie możliwe.Moje źrenice szybko się powiększyły.
-Piper !-Nie wiedziałam czy usłyszała.Mój głos był słaby.
Ona była tu .Przyleciała do mnie.Łzy niekontrolowanie zaczęły spadać po policzkach moich jak i jej.
To była ta więź.Mimo iż nią gardziłam, kochałam ją.Tak, się zmieniła.Włosy krótkie ; ledwo sięgają ramiom, oczy jak zawsze niebieskie lecz nie było w nim tego błysku.Teraz spostrzegłam w nich tylko smutek.Czemu do cholery każdy płacze ?
-Ciii, już dobrze.-Jej  głos złamał się z każdym wyrazem.Co chwila pociągała nosem.Ten widok jest straszny dla każdej siostry.
Delikatnie głaskała moją dłoń.Jej dotyk był taki aksamitny jak lekarstwo na wszystkie dolegliwości.
-Co się stało ? -Kolejne moje pytanie, by rozsiać wszystkie wątpliwości.
-Nic się nie stało, odpoczywaj.-To, nie była poprawna odpowiedź na pytanie Skoro nic się nie stało to co robię w szpitalu ? Kłamać to ona zawsze nie umiała.
- Piper do cholery, stało się.-Oziębły głos Eddiego sprowadził mnie do pionu.Nigdy taki nie był.
Jego głos, postawa, sprawiała u mnie ciarki.Odwrócił się do mnie. W jego oczach dostrzegłam gniew. Biła od niego wściekłość.Dlaczego ?
-Eddie, proszę uspokój się.
-Jak mam się niby uspokoić ?-Skierował głowę w moją stronę.- Kiedy zamierzałaś nam powiedzieć ?-Patrzyłam się na całą sytuacje. Jestem zdezorientowana.Czemu Miler ma jakieś pretensje do mnie ? To wszystko jest chore.
-Co powiedzieć ? -Dobra mój głos jak na złość nie chciał wrócić do ładu.Ochrypnięte dźwięki wychodzące z gardła bardziej przypominały przerażony głos dziecka.
-Patricia, proszę nie wnerwiaj mnie.-Momentalnie jego pięść znalazła się przy szafie w która z impetem przywalił.-Tracę cierpliwość.-Dodał opierając się o ramę łóżka.
-Piper, o co chodzi ?- Strasznie zachciało mi się płakać po raz kolejny.Nie wiem czy to było spowodowane moją bezradnością czy, że po prostu chciałam żeby to się skończyło.
-Bo chodzi o to , że ... no , Patricia jesteś w ciąży.-Halo, halo czy można zamówić miejsce w szpitalu psychiatrycznym.Ona chyba sobie żartuje.To , nie możliwe.Jak ? Z kim ?
Cholera.Nie możliwe.
-Proszę powiedz, że to nie jego dziecko.-Skończyłam podtrzymywać emocje.Wypłynęły ze mnie wszystkie ; smutek, złość, żal , wszystko to co blokowałam.Usta zaczęły drgać a z oczu lały się potoki łez.Wiedziałam, że to dziecko Williama.Co ja najlepszego zrobiłam.Skrzywdziłam własne dziecko.Nie mogę zostać matką ; jestem za młoda jaa nieee dam rady.
W głowie robił się natłok myśli.Zrobiło mi się słabo.Wołania Piper, czy też Joy nie pomagały.
Odpływałam.Chciałam tylko zaznać spokoju.

Edidie :
Wciąż byłem w szoku.To, wszystko było dla mnie za wiele.Gdy się dowiedziałem miałem ochotę roznieść cały szpital.Najgorsza była świadomość, że dziecko było Williama.On nie żył.
Jej załamanie sięgnęło górę gdy zemdlała.Piper z Joy spanikowały ale lekarz od razu je uspokoił stwierdzając, że to szok jak i przemęczenie.
Byłem w sumie trochę na siebie zły.Mój nie kontrolowany wybuch był spowodowany emocjami.Odebrała to chyba trochę inaczej.Ta cała sytuacja męczyła nie tylko mnie ale i wszystkich którzy o tym wiedzieli, o Piper to już nie wspomnę.Jej reakcja była taka drastyczna , że godzinę była nie przytomna.
Było już grubo po dwudziestej.Dziewczyny już dawno pojechały do Anubisa.Zostałem tu.Nie wiem nawet czemu, może to wyrzuty sumienia ? Możliwe.
Po cichu wkradłem się do jej pokoju.W pomieszczeniu było ciemno.Księżyc dawał naturalne światło które oświecało twarz Patrici.Była taka spokojna.Usiadłem na krzesełku obok jej łóżka.

Co by się stało jakby on żył ? Zaakceptował by to dziecko czy zachował się jak ostatni dureń zostawiając ją samą.Nie wiem po prostu nie wiem.Ależ to wszystko uciążliwe.
Nie wiem czy zrobiłem to z ciekawości.Delikatnie  chwyciłem kołdrę którą sunąłem do bioder Patrici.Spojrzałem na brzuch.Buch jeszcze nie był widoczny ale tam znajdowało się nowe życie, dziecko.Williama i jej.
Zaciągnąłem z powrotem kołdrę po jej brodę.

-Eddie co teraz będzie ?-Cichy głos rozniósł się po sali.Widziałem jej twarz malowało się nie niej zmęczenie ale i przerażenie.Nie dziwie się jej.Sam nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć, że będzie dobrze, kolorowo i wesoło.Oszukał bym ją i siebie.
-Nie wiem na prawdę nie wiem Gaduło.-Kurczowo ścisnęła moją dłoń.Na jej twarzy malowały się spazmy bólu.
-Pomożesz mi prawda ? Nie zostawisz mnie ? Proszę.-Jej głos wbijał mi tysiące igieł w serce który krwawiło.Rozrywało je na milion kawałków.
-Na pewno Cię nie zostawię.-Przytuliła mnie mocno.Czułem jej zapach.Ten aromat kwiatów jest jak narkotyk który uzależnia.Uwielbiałem go i uwielbiam nadal.Jej łzy spływały mojej koszuli.Chociaż trochę jej pomogę.To  wszystko za te wszystkie krzywdy jakie jej wyrządziłem.


Za błędy, przepraszam .

poniedziałek, 15 września 2014

Opowiadanie 11 Ratunku

Powrót do normalnego funkcjonowania nie był porosty. Można powiedzieć, że cholernie trudny.Wymagało to ode mnie dużo czasu.Dałam rade.Żyję normalnie próbuję o nim nie myśleć.Słabo mi to wychodzi.Każda rzecz przypomina mi feralny wypadek.Wydarzyło się, nic tego nie zmieni.Chora rzeczywistość zabiera ludzi nam bardzo bliskich.

Dzień, jak co dzień.Czuję,że życie staje się coraz bardziej monotonne pod każdym względem.Otworzyłam z ledwością oczy które jak na przekór zamykały się coraz częściej.Nie muszę wstać!Tak mi się nie chce.Usiadłam na brzegu łóżka które pod moim ciężarem cicho zaskrzypiało.Bardzo dziwne uczucie w płucach towarzyszyło mi już od ranna.Przy każdym wdechu czułam uścisk.Dobra, żyje się dalej.Wstałam zakręciło mi się w głowie.Co jest do cholery ?Spokojnie.
Chwyciłam szybko mundurek i pobiegłam do łazienki.Wchodząc o mało nie padałam na zawał.Tak rano jestem straszna.Wyglądałam gorzej niż Wiktor po imprezie na osiemdziesiąte urodziny.Chlusnęłam sobie zimną wodą w twarz.Zwinie ubrałam się w mundurek który za Chiny do wygodnych nie należał.Spojrzenie na zegarek.
Spóźniona.Zbiegłam szybko do kuchni, jednak nikogo już tam nie spotkałam.Na stole leżały bułeczki czekoladowe.Mmmm jak ja je kocham i karteczka "Dla spóźnialskiej". Zaśmiałam się w duchu.Wsadziłam bułeczki do torby.Biegłam.Boże najdłuższy bieg w życiu.Potknęłam się chyba z trzy razy ale biegłam dalej.
Na korytarzu pusto.Szlag.Dobiegłam do drzwi dobra chwila prawdy.Po ciuchu zapukałam myśląc, że to coś zmieni.
-Przepraszam za spóźnienie.-Szepnęłam cicho.Cała klasa byłą na czymś skupiona nie chciałam i przesadzać.Profesorka wskazała na ławkę. Odetchnełam z ulgą.
Spojrzenie na klasę w poszukiwaniu wolnego miejsca.
Joy siedziała sama.Zwinie podsiadłam się do niej.

Dziesięć minut do dzwonka.Czas leciał strasznie wolno.Czułam się coraz gorzej.Ból w płucach nie ustępował a przybierał na sile.Przy każdym wdechu miałam wrażenie rozrywających się płuc, do tego cały czas kręciło mi się w głowie.Utknęło mi coś w gardle.Strasznie mnie kuło.Nie mogłam kaszlnąć.Przełknęłam ślinę.
Nic dalej to samo uczucie.Dobra raz kozie śmierć.Kaszlnełam.Od razu tego pożałowałam.Moja ręka zrobiła się cała mokra.Bałam się oderwać sobie od buzie.Poczułam metaliczny smak w ustach.Wyciągnełam szybko chusteczkę która przyłozyłam sobie do twarzy.Zaczełam się dusić.Ogromny bół rozlewał się już po całym ciele.Próbowałam stłumić kaszel, lecz nie dawało mi zbyt dobrego rezultatu.
-Joy -wychrypiałam pomiędzy przerwami-jeśli za minute mi nie przejdzie zgłoś to pani.-Dokończyłam z ledwością.
Minuta ciągnęła się dłużej  niż sądziłam.Powoli straciłam siły.Osunęłam się na ławkę.Zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Czy to koniec ?
Joy ratuj.!

                                                                                                                  Narrator
Joy nerwowo zerkała na Patricie.Nie wiedziała co się z nią dzieje.Ostatnio mało gadają.Nie przeszkadzało to jej.
Dobra minuta minęła.Ruda leżała na ławce.Przy ustach cały czas trzymała chusteczkę która była czerwona.Twarz miała nie naturalnie blada usta całe sine.
Potrząsnęła ją lekko w ramię.Nic.Joy nerwowo zaczęły trząść się ręce.Przekręciła przyjaciółkę na bok żeby zobaczyć jej  twarz.
Krzyk rozniósł się po sali.

Wszyscy spojrzeli się w kierunku dziewczyny.
-Co się tak wydzierasz  ?-Nauczycielka odwróciła się od tablicy.-Dobry Boże.


                                                                                              Zmiana postaci Eddie
To działo się tak szybko, aż za.Ten obraz był straszny.Zakrwawiona twarz Patrici.Pogotowie.Co tu się dzieje ? Wczoraj było wszystko dobrze rozmawiała,śmiała się, a teraz zabiera ją pogotowie.Może to ten cały stres ? Nie wiem.Wszystko miesza mi się w głowie.Zero spójności.
-Eddie ?-Cichy głos sprowadził mnie na ziemię.-Co teraz będzie ?
-Joy-spojrzałem się na nią.Oczy spuchnięte od nadmiaru łez,rozmazany tusz ciągnął się do ust.Czułem dokładnie to samo co ona.Przytuliła się mocno do mnie.Odwzajemniłem uścisk.-Nie wiem.-Szepnąłem jej do ucha.
Dziwiło mnie jedno.Gaduła była okazem zdrowia a teraz ? Zazwyczaj chorowała  dwa dni i wszystko było normalnie.Może ktoś z rodziny będzie wiedział.
Tak ! Eddie jesteś geniuszem.


~~~
-Hej Piper dzwonie w pilnej sprawie.Czy Patricia chorowała na coś dzieciństwie ?-Ostatni ratunek.Tak właśnie nazwałem Piper.Chodź nie przepadamy za sobą zawsze była w stanie mi pomóc.
-Hmmm czekaj pomyślmy -chwila napięcia , jak ja tego nie lubię-tak ale to było piętnaście lat temu.Jak się nie mylę była to astma strasznie to przechodziła.Coś się stało, że pytasz ? -Zapadła cisza co ja mam jej powiedzieć ?Dobra albo się zdenerwuje albo rozpłacze.
-No ten teges,no wiesz teges ehh Patricia zasłabła na lekcji ja myślałem,że późno poszła spać ale myliłem się.
-Eddie do setna.-O kurde zadrażniłem ją .Po mnie.
-Najwidoczniej to był powrót astmy ale ona kaszlała -co raz ciężej wypowiadałem słowa -krwią.
Po drugiej stronie usłyszałem szloch.Płakała?
-Będę za dwa dni.
-Pip..-nie zdążyłem rozłączyła się.



                                                                                        Zmiana postaci :
Czy ja żyje ? Może umarłem i po prostu mam takie wrażenie.Unoszę się w powietrzy.Zero kontroli nad ciałem.Czyli jednak przeżyłem.Ale jak ?
Próbuję otworzyć oczy , nie mogę.Czuję każde mięśnie które pulsują za sprawą bólu.W głowie huczy mi tysiąc myśli których nie mogę poukładać.
Ktoś skierował mocny strumień światła na  moją twarz.Znów spróbowałem otworzyć oczy.Udało się.No William kiedyś będzie z ciebie użytek.
Oczy cholernie mnie piekły.Obraz powoli wyostrzał się.
-O patrz kto się obudził.-Ten głos.Cholera za jakie grzechy.
-Brad.-Wycedziłem przez zęby.
-Witaj w piekle braciszku.



Opowiadanie nie wyszło mi najlepiej można powiedzieć,że było pisane w chwili natchnienia.
Jak to bywa wena odpływa szybko więc końcówka jest wymyślana przez moją głupotę.
Mam nadzieje,że dotrzymam słowa i napisze jeszcze jeden rozdział we wrześniu.

Do napisania.

sobota, 23 sierpnia 2014

Opowiadanie 10 Fobia ciemności.

                            Zmiana Postaci Patricia
Smutek i poczucie winny.Uczucia które nie chcą się odczepić.Za co się winie ? Za śmierć Williama.
Kochałam go.On odszedł.Mówi się,że jak kocha to wróci.Miałam nadzieje.
Codziennie rano budziłam się z krzykiem.Ten sam sen.Ta twarz.Smaż się w piekle Brad.
W tym okresie który nazywam ''staczaniem się w dół'' miałam ogromne wsparcie przyjaciół.
Przyjęłam je ?
Oczywiście,że nie.Zawsze skrywałam emocje,do tej pory mi wychodziło aż tu nagle zjawia się Miller i wszystko psuje.
Wszystko było pod kluczem.Wspomnienia które już dawno chciałam wymazać z pamięci wracały z podwójną siłą.
Jednak nie podałam się.Będę walczyć.Słyszysz Dambar twoje poświęcenie nie pójdzie na marne.
Położyłam rękę na sercu.Do końca będę miała nadzieje,że kiedyś Cie jeszcze spotkam,chodź to absurdalne będę czekała.

                                                                          ***
Dziś wracam do szkoły.Można powiedzieć,że byłam na ''chorobowym'' w każdym tego słowa znaczeniu.
Postanowiłam nie zmieniać szkoły.Mimo iż nie mieszkam już w Anubisie,to do końca roku zostało zaledwie dwa miesiące.
Tak dwa miesiące.Zostaje w Angili?
Nie stanowczo nie.Za dużo bolesnych wspomnień.Może ja po prostu uciekam.
Boje się ? Możliwe.Każdy dzień sprawia,że powoli umieram.Fizycznie czy psychicznie ? Obojętnie.Ucieka ze mnie życie.
Obawiam się ? Nie wcale.Nie chce na razie kończyć.Chce zostać w grze.Kontynuować to co dali mi rodzice za nim umarli.
Dali mi życie którego nie mogę zniszczyć.

                                                       Zmiana Postaci Eddie
Wydawałoby się,że wszystko zaczyna się układać.Powiedzmy jest dobrze.Zakopałem topór wojenny z Patricią.Byliśmy pokłóceni ?
Nie po prostu delikatnie mówią udawaliśmy,że nie istniejemy.Tak ciekawie jak to jest być duchem.Jest się niewidzialnym a za tym idzie,że można
wszędzie wejść i wszystko zobaczyć.Ej ja też chce podglądać panienki.To niesprawiedliwe.Ja bym musiał się ciężko napracować.Założyć kamery,lub zrobić dziurę w ścianie,ukryć na tyle dobrze
żeby Wiktor nie zauważył.Oczywiście nigdy tego nie robiłem.Skądże.Dobra zmieniając temat.Zbliżyłem się trochę do gaduły.
No dobra nie trochę tylko troszeczkę.Na tyle żeby do mnie powiedziała hej.No cóż kto powiedział,że będzie łatwo.Po trupach do celu.
Oczywiście nie ma na myśli Ciebie William.
-Eddieson znów odleciałeś,jak się chodzi do szkoły to idzie się spać wcześniejszej.-Rzeczywiście zasnąłem na lekcji.Znów.Pomrugałem kilkakrotnie żeby obraz się wyostrzył.
Stała nade mną i powiedziała coś do mnie.Oooo tak kolejny krok.Podniosłem głowę.Wyglądała hmmm  no ujdzie ujdzie w tłumie.W klasie nikogo nie było.Rzut oka na zegarek.Ostatnia lekcja minęła a ja jeszcze tu siedzę.
-Dla twojej wiadomości poszyłem szybko spać.-Odpowiedziałem obojętnym tonem.Znów ją olewam.
-Nie musisz mi tego mówić tylko po porostu nie zasypiaj na lekcji bo zostawać z tobą po lekcji mi się nie marzy.-Odrzuciła włosy do tyłu.Chwyciła torbę.Wychodziła.Koniec rozmowy z Patricią na dziś.Limit skończony.
-Do poniedziałku.-Uśmiechnęła się.Dawno nie widziałem jej uśmiechu.Był piękny a tak rzadko spotykany.-Do zobaczenia.-Powiedziałem pod nosem.
                                                                                         ***
-Ty dupku masz tupet zabierać ostatniego naleśnika.-Jak codziennie na kolacje Eddie Miller razem i Alfie Lewis  odstawiają przedstawienie "Kto bardziej kogo wyzwie i kto wygra jedzenie"zazwyczaj kończy się to tym iż Eddie popada w stan depresji a Alfie próbuje wyżalić się Willow która tak i tak go nie słucha.
-Coś ty powiedział to twój piąty nie przesadzasz  ? -Blondyn najwidoczniej chciał iść drogą "kto mniej zjadł dostaje ostatni".
-Mi nie zaszkodzi a u ciebie Eddie widać,że trochę brzuszka przybyło.-Uśmiechnął się złowieszczo Alfie.Niby spokojny ale język miał cięty.Wychodzi częste przebywanie z Patricą.
-Przesadziłeś.-Wycedził przez zęby.Tak o to zaczęła się gonitwa po salonie,kuchni i holu co bardzo nie spodobało się Wiktorowi.Chłopaki zrozumieli,że dozorca nie może się denerwować bo dostanie więcej zmarszczek a botoks nie jest tani.Pobiegali sobie trochę.Eddie bynajmniej trochę kalorii spali.Popatrzyli na talerz który był .. pusty znów.Codziennie ktoś inny zjadał tego upragnionego naleśnika.Blondyn upad na podłogę.Kciuk w buzi jest,kołysanie się jak sierota jest jednym słowem wieczór zaliczony.



                                               Zmiana postaci Ally
Ciemność.Tak panicznie jej się boję.Taka dziewczyna jak ja zabawne prawda ? Odkąd skończyłam pięć lat zaczęłam unikać ciemnych pomieszczeń.Czemu ? Więc tak :
                                                                   [Retrospekcja]
Moja mama niegdyś radosna dziś wyglądała na smutną.Jako małe dziecko miałam małe wyobrażenie o świecie.Myślałam,że Alice przyniósł bocian.Jak ktoś umierał sądziłam,że poszedł na wycieczkę w innym świecie a ciało zostawił na ziemie.Tata dziś też najlepszego humoru nie miał.Nie chcą bardziej narobić na złość poszłam pobawić się z siostrą.Przeszukałam górę.Nie ma.Trochę się wystraszyłam.Szybko zbiegłam ze schodów w poszukiwaniu mamy.Gotowała obiad.Zawsze mówiłam tacie,że ma oryginalną żonę.Włosy mojej rodzicielki były coś pomiędzy ciemnym niebieskim a czarnym.Uwielbiałam jej włosy.Malutką rączką pociągnęłam lekko fartuch.Czarne oczy mamy od razu skierowały się na mnie.Twarz wyrażała strach ale czemu ?
-Mamo gdzie jest Alice nigdzie jej znaleźć nie mogę.-Powiedziałam słodziutkim piskliwym głosem.
-Alice pojechała do babci tylko na dzień jutro wróci.Ej ty smerfie nie smuć się.-Pstryknęła mi w czoło palcami.Jak ja tego nie lubiłam.Moja starsza siostra też tak robiła.Tak mam starszą siostrę.Ma na imię Luiza.Jest ode mnie starsza o dziesięć lat.Duża różnica prawda ? Mama mówiła,że urodziła Luize w wieku siedemnastu lat i wcale tego nie żałuje.Gdy siostra skończyła studia straciliśmy kontakt prawdopodobnie wyjechała za ocean.
Spojrzałam jeszcze na chwile na rodzicielkę.Dobra jestem sama w domu mogę szaleć.Była piękna pogoda szkoda by było ją zmarnować.Miałam duży wspaniały ogród.Wszędzie rosły róże (które moja mama uwielbiała),tulipany.Duże żywopłoty * i mnóstwo małych drzewek,i na koniec oczko wodne.Gdzieś pomiędzy drzewkami miałam hamak.Tylko ja i tata o nim wiedzieliśmy,Taka słodka tajemnica.Powoli położyłam się na niego.Niebo było takie bezchmurne.Piękne.Zamknęłam oczy.Prawdopodobnie zasnęłam.
Obudziłam się z bólem głowy.Byłam w jakimś ciemnym pomieszczeniu.W powietrzu można było wyczuć wilgoć.Śmierdziało niemiłosiernie.Trzy razy dziennie przynosił ktoś mi jedzenie.Cały dzień  w ciemność.
Spędziłam tam tydzień.Odnalazła mnie policja.Nie mogłam dość do siebie przez kolejny rok.Później powoli zapomniałam o tamtym zdarzeniu jednak nigdy tego nie zapomnę.Dlatego właśnie boje się ciemności.
        
                                                                        [Koniec Retrospekcji]

Skończyłam !!.
Może nie jestem dumna z tego rozdziału ale myślę,że robię jakieś postępy. ;)
Pierwszy rozdziała już poprawiony. ;3
Na razie wena trochę dopisuje jednak jestem zawalona projektem nowego bloga.Roboty mam ponad głowę ale daje radę.
Zapewne połowa zastanawia się co daje fobia Ally do fabuły.Powiem jednym słowem dużoooo.
Małe zapowiedzi :
Rozdział 11 -Wrzesień 
Rozdział 12 -Wrzesień-Październik
Jendopartówka  -Wrzesień-Październik
 Mam nadzieje,że do końca roku skończę drugą serie i pożegnam się z tym blogiem.
Do zobaczenia przy poprawkach i kolejnych rozdziałach. ;)
                                                                                       

wtorek, 5 sierpnia 2014

Opowiadanie 9 - Obietnica


Łza za łzą spadała na biały puszysty dywan.Nie wychodziła z pokoju od trzech dni.Jej niegdyś piękna twarz była cała czerwona.
Oczy z ledwością były otwarte.Nie mogla zasnąć.Nie potrafi po tym co się stało.
                                                              [Retrospekcja]
Bardzo pochmurny dzień zawitał nad Anglią.Patricia chcąc wyrwać od codziennej monotonii postanowiła wybrać się na spacer.Nie wybrała jednak najlepszej pory.
Deszcz zaczynał padać coraz bardziej intensywniej a chmury przybierały coraz bardziej ciemniejszy kolor.
Miasteczko w którym obecnie mieszkała było małe.Można powiedzieć,że czasami nie widać żadnej żywej duszy oprócz młodzieży która czasami chodzi na zakupy albo po prostu się rozerwać.
Mieszkańcy byli co najmniej ..dziwni ? Perfidnie wytykali Cie palcami choćby za najmniejsze potknięcie w życiu.Jednak Patricie nie obchodziła opinia publiczna.Przechodziła właśnie sobie mały mostem pod którym płynęła mała rzeczka.
Z daleka można było zauważyć błyskawice.Ruda uważała że strach bardzo potrafi zmanipulować ludźmi.W niebezpiecznej sytuacji w naszej głowie włącza się lampa "Ratuj siebie albo giń'. Prychneła pod nosem.
Usłyszała warkot samochodu.Zaciekawiona odwróciła lekko głowę w prawo.Stał tam samochód.Co do cholery robi samochód na środku drogi ? Drzwi czarnego audi otworzyły się.Wyszedł mężczyzna ale to jaki przystojny.Z wyglądu kogoś jej przypominał.Czarne długie włosy związane w niskiego kucyka,głębokie czarne oczy.
Z ubioru nie można było stwierdzić czy jest niebezpieczny.Czarne rurki,trampki i biały podkoszulek.Powolnym krokiem zbliżał się do dziewczyny.Ruda nie wiedząc co zrobić przyśpieszyła krok jednak to był błąd.Poczuła na swoim ramieniu dłoń.Przełknęła głośno ślinę.Nie odwróci się.
Głupia rób coś ucieknij.Nie on może mnie dogonić.Myśl głową Williamson-Karciła siebie w myślach.Tak strach zawładną jej ciałem.
-Patricia Williamson prawda ?-Poczuła jego oddech na barku.Zdrętwiała czuła jak ciało odmawia jej posłuszeństwa.-Mój brat to jednak ma gust.-Dodał.Zamarła.To był on.Najbardziej nie przewidywalny mężczyzna jakiego zna.Brad Dumbar brat Williama.
-Czego chcesz ? -Jej głos drżał niesamowicie.-Spokojnie nie dość,że ładna to jeszcze cięty język.-Zaśmiał się pod nosem.
-Mam z bratem małe porachunki do załatwienia a ty będziesz przynętą.-Źrenice dziewczyny momentalnie się rozszerzyły.-Neji chodź popilnuj dziewczyny.
Poczuła mocne szarpnięcie.Odwróciła lekko głowę.Jej oczy straciły blask.Przestała się wszystkim interesować. Wypłynęła niej chęć do życia.
Nie wiedziała ile już stoją.Nogi coraz bardziej ją bolały a deszcze również nie ustępował.Było jej zimno.
Krzyk. chwila ciszy,Strzał.Obraz coraz bardziej zlewał się w jedną plamę.Chwyt za włosy.
-Jeśli piśniesz chodź słowo zginiesz.-Ciemność,Pisk opon.
Z ledwością otwierała oczy.Ból głowy był nie do zniesienia.Chwyciła się za tył.Krew.Nie przejmowała się.William.Imię chłopaka rozchodziło się echem po jej głowie.
Chwyciła barierkę.Spojrzała w dół.Ciało  unosi się na wodzie.Wiedziała,że nie żył.
                                                                  [Koniec Retrospekcji]

Patrzyła się przed siebie.W martwy punkt.Oczy niegdyś zielone przepełnione radością,dziś wyrażające smutek,żal.Czy obwiniała się za śmierć Williama? Tak.
Nie jednokrotnie Luvia przyłapywał ją na próbie samobójczej.Czemu ? Czemu do cholery nie dali jej odejść w spokoju.Za bardzo ją kochają.
Patrzyła się tylko na siebie.Była pieprzoną egoistką.Nie rozumiała,że rodzina,znajomi też przeżywali utratę chłopaka.
 Śnił jej się często po nocach.Były to dobra sny jednak tak i tak budziła się z krzykiem.Luvia nie wiedziała jak jej pomóc była jednym słowem bezradna.
Pukanie do drzwi.Spojrzała z ukosa.-Wejść.-Cichy zachrypnięty głosy był bardzo słabo słyszalny.Nie patrzyła kto przyszedł.Zamknęła się w innym świecie.Gdzie nikt nie ma wstępu.
Tam gdzie jest szczęśliwa.
Przed nią ustał blondyn.Tak wielmożny pan Eddison raczył się zjawić.Patrzył się na nią z współczuciem ? Nie nie możliwe.
Eddie nigdy  nie potrafił pokazywać emocji,Dla niego liczyło się tylko noc z lepszą zapoznaną laską.
-Patricia ..-Zaczął nie pewnie.Zero reakcji.Nie docierały do niej żadne słowa.Nie potrafiła bez niego żyć.To z nim miała sobie ułożyć życie,mieć rodzinę.
Czemu zostawił ja samą.Nie walczył.Nie zależało mu ?
-Kurwa Patricia daj sobie pomóc,siedzisz w tym pokoju nie wychodzisz nigdzie.Tracimy Cię.-Wykrzyczał każdy wyraz.Na chwile spojrzała się na niego.

Tak bardzo jej go przypominał.Blondyn podszedł bliżej  do niej w zamiarze negocjacji.Oczywiście nie chciał trząść nią dopóki nie będzie gadać albo nie przyłoży mu z plaskacza.
Oczy zaszkliły się.Znów.Znów pokazuje swoją słabość.W tuliła się w niego.Trochę zdezorientowany Eddie przycisną ją do siebie.
-Ja tak bardzo za nim tęsknie.-Rozpłakała się.Złość zgromadziła się w jego sercu.Czemu ? Znów musi ją oglądać w takim stanie.Rzadko płakała.
Przetrzymywała emocje w sobie.Spojrzał jeszcze raz na rudą.Ręką gładził jej trochę zaniedbane włosy.
-Będzie dobrze zobaczysz.-Wtuliła się w niego mocniej.-Gdybyś jeszcze,żył z miłą chęcią skopał bym Ci tyłek za to co robiłeś.-Mimo,że Williamek fruwał już sobie z aniołkami tak i tak nie ucieknie od pieści Eddisona.

                      Zmiana postaci Eddie

Dziwnie się czułem.Tak bardzo ją zraniłem powiedziałem "nie kocham Cię i nie kochałem'".Parę słów a robią,taką wielką  krzywdę.Czy to była prawda ?
Nie.Same kłamstwa.Czy żałuję ? Tak i to cholernie.Chciałem wyrzucić ją z serca,myśli wymazać wszystkie wspomnienia.Wiedzieliście,że tak się nie da ?
Po zerwaniu nie mogłem nic zrobić.Byłem tak bezradny pierwszy raz w życiu.Nic nie umiało zalepić pustki.Sam się tego domagałem.Myślałem,że bycie szorstkim,obojętnym do niej coś nie zmieni.
Kolejna pomyłka.Teraz mam.Dziewczyna którą tak mocno kochałem opuściła mnie.Była szczęśliwa.Uśmiechała się.Zazdrościłem trochę Williamowi.Chłopak miał farta.Właśnie "miał" .Gdy dowiedziałem się o zdarzeniu czułem jakbym coś stracił,ale co ?
Rywala ?To niedorzeczne! Jednak Patricia odcięła się od świata.Każdy próbował z nią porozmawiać.Siedzi tu,w jej pokoju.Przytula,pociesza.Ona mu po raz kolejny zaufała.
Po tym jak ją traktował.
-Przyrzekam William,będę ją chronił nawet za cenę życia tak jak ty to zrobiłeś.-Powiedział szeptem.


                                                           OGŁOSZENIA PARAFIALNE

  -Pierwsza sprawa powoli zbliżamy się do końca.Spokojnie wasza ''inteligentna '' autorka wymyśliła,że po zakończeniu serii będzie pisała jednopartówki. ^^
-Nie za dużo czasu jednak zawsze wieczorem albo rano coś napisze i coś tam powstanie.
 -Aktualnie tworzę projekt nowego bloga.Tematyka  wojenno-fantastyczna xd
-Wszystkie pytania kierować na pocztę.
  -Do końca sierpnia powinnam wyrobić się z rozdziałem 10.
     -Za błędy przepraszam.
Do napisania;
-Lalu.

środa, 9 lipca 2014

Opowiadanie 8 "Zero kultury"

Przystosowanie do nowego miejsca jest trudne.Innym zajmuje to więcej czasu a niektórym mniej.
Patricia postanowiła wybrać tą drugą opcje.Bardzo szybko zadomowiła się w nowym internacie.Ludzie którzy tutaj mieszkali
byli bardzo mili.
Jednak nie będziemy się rozpisywać jak w internacie jest słodko i kolorowo.
Dziś już od rana trwają przygotowania.Do czego ? Pewna mieszkanka internatu zwana Patricia kończy dziś osiemnaście  lat .
Oczywiście,że jubilatka nie chciała żadnej imprezy ale jej nowe kochane znajome powiedziały "Takich urodzin nie można przegapić"
-Sranie w banie.-Pomyślała rudowłosa.Ciche westchnięcie wydobyło się z jej ust.
Siedziała sobie w wygodnym fotelu.Co jak co ale na komfortowe warunki nie mogła narzekać.Każdy miał swój własny pokój,łazienkę i najważniejsze balkon.
Otworzyła duże szklane balkonowe drzwi.Zimne powietrze od razu otarło się o jej skórę powodując natychmiastową gęsią skórkę.
-Mogłam szybciej się tu przeprowadzić.-Stwierdziła.
-Mogłaś.-Odezwał się męski głoś za pleców dziewczyny.Momentalnie podskoczyła.
-William po pierwsze puka się, po drugie nie wchodzi się bez pozwolenia a po trzecie nie straszy się kobiet.-Krzyknęła zdenerwowana.-Zero kultury.-Dodała.
-Oj nie gniewaj się, a tak po za tym wszystkiego najlepszego.-Po chwili z kieszonki wyciągną małe opakowanie w kształcie serca.Chwycił jej dłoń po czym wręczył podarunek.
-To taka pamiątka żebyś o mnie nie zapomniała.-Dziewczyna była zdziwiona czynem przyjaciela.Przyjaciela ? Coraz bardziej przywiązywała się do niego.Może to zabrzmi dziwnie ale ta znajomość zaczynała się przeobrażać w coś zupełnie innego.Wiedziała,że on czuł to samo.Jedna gdy tylko myślała,że może być z nim szczęśliwa przed oczami pojawia jej się Eddie.Mimo iż między nimi koniec cały czas gdzieś tam w sercu był mały niedogaszony płomyk.
Nie.Koniec myślenia o Eddiem.Czas samej sobie ułożyć życie.Dziś jest ten dzień kiedy zaczyna się wszystko zmieniać.Człowiek zaczyna myśleć o przyszłości.Jaki kierunek studiów wybierze i gdzie.
Koniec roku zbliżał się nie ubłagalnie.Ostatnia klasa.Brzmi poważnie prawa ? Jednak połowa uczniów nie wiedziała gdzie będzie studiować.

-Patricia.Halo wracamy na ziemię.-Chłopak co chwila machał jej ręką przed twarzą.Dopiero po chwili oprzytomniała.W ręku cały czas trzymała prezent.Po nie spełna chwili otworzyła go bardzo delikatnie.Zaniemówiła.Stała i patrzyła się w pudełko.
Jej serce   biło tysiąc razy na minute.
-Nie podoba Ci się ?-Spytał chłopak.
-Nie William to jest cudowne.-Czuła jak do oczu napływają łzy.Rzuciła się na szyję chłopakowi który objął ją w tali i mocno  przytulił.Patricia położyła głowę na tors chłopaka.Wiedział,że płacze.Na jego koszulce można było dostrzec pojedyncze plamki od łez.
-Ej nie płacz mi tu.-Odciągnął ją delikatnie od siebie.Jedną ręką chwycił podbródek dziewczyny.Kciukiem ocierał resztę łez które spływały po jej policzku.Dziewczyna chwyciła za prezent a był nim naszyjnik w kształcie serca.Był on wysadzany malutkimi kryształkami.Jednym słowem był cudny.
-Pomożesz mi ?-Spytała dziewczyna która nie mogła poradzić sobie z zapięciem.Chłopak odgarnął burze rudych włosów po czym delikatnie zapiął naszyjnik.
-Dziękuję.-Stała teraz  przed nim.Co jak co ale urody mu nie jeden pozazdrości.Czarne włosy i ciemne głębokie oczy w których można utonąć.Stali tak przez chwile.Ich twarze zaczęły się powoli zbliżać.Chciała tego i on tego chciał.
Drzwi do pokoju rudej momentalnie się otworzyły.Para momentalnie się opamiętała i odsunęła się od siebie.W progu ustała wysoka dziewczyna.Jej kolor włosów był mało spotykany szkarłatny.Po pierwszym spojrzeniu można było ją ocenić tak "straszna". Jednak ona taka nie była.Tak wzbudzała strach u chłopaków z szkoły.
No bo która dziewczyna trenuje zawodowo boks.Dziewczyny razem od razu znalazły wspólny język.Innych to dziwiło a pozostałych wręcz przeciwnie,cieszyli się,że ktoś miał odwagę z nią rozmawiać a co lepsze śmiać.
-Czy w tym domu nie ma zwyczaju pukania do pokoju przed wejściem ?-Spytała zirytowana Patricia.
-Przepraszam ale mamy mały problem.William chodź pomóż wieszać balony bo nasz kochany Dan* spad z drabiny i jest trochę potłuczony.-Powiedział trochę mało entuzjastycznie.
-Luvia nie potrzebnie robicie tą imprezę.-Stwierdziła ruda.zakładając ręce na biodra.Nie lubiła być w centrum uwagi.Zawsze datę swoich urodzin omijała szerokim łukiem ale nie tym razem.
-Oj przestań.Dobra porywam Ci chłoptasia.-Uśmiechnęła się.Po chwili była już sama w pokoju.Miała jakieś trzy godziny na pojawienie się gości z Anubisa.Postanowiła,że weźmie długą odprężającą kąpiel.



W Anubisie panował jeden wielki chaos.Każdy biegał,krzyczał i co tylko.Ally co chwila sprawdzała godzinę.Nie mogła się wręcz doczekać żeby złożyć życzenia,dać prezent i upić się razem z Patricią.Tak właśnie nie mają ograniczonego czasu.Wiktor dobrodziej.Znów spojrzała na zegarek została jej jeszcze dobra godzina.Musiała się zebrać.
Co jak co ale w dresach nie wypada iść.Szybko zajęła łazienkę która zaraz stanie się powodem kłótni u dziewczyn.Sukienkę szukała dość długo.Zawsze była wybredna co do ciuchów a w szczególności sukienek.
Była można powiedzieć skromna.Turkusowy kolor bardzo pasował do karnacji jak i koloru włosów dziewczyny.Od góry do dołu była koronka.Tak to był słaby punk Ally.Ona uwielbiała i miała słabość do koronki.Ktoś nachalnie zaczął dobijać się do drzwi.Wiedziała,że musi się ulotnić.Szybko wzięła swoje rzeczy i wyszła z łazienki.
-Jak zwykle wszystko na ostatnia chwilę- murkneła pod nosem.Wstąpiła jeszcze na chwile do pokoju.Ubrała wysokie kremowe szpilki i małą torebeczkę.


-Luvia mogła byś mi pomóc ?-Spytała Patricia.Jako jedyna nie była jeszcze ubrana.Dziewczyna przytaknęła głową.Chwyciła za sukienkę które leżała na łóżku.Była cała czarna.Była okryta koronką od ramion pod sam biust.
-Dobra trzymaj i leć się przebrać zaraz przyjdą goście.-Szybko chwyciła sukienkę i pobiegła do łazienki.Czemu nie ubrała się szybciej.Odpowiedz jest prosta przysnęła w wannie.Po niespełna pięciu minutach wszyła przebrana chwyciła tylko buty i wybiegła z pokoju.
Jak to na przyjęciach bywa jest najpierw przywitanie gości,wręczenie prezentów i słodkie życzenia jak nam  babcia zawsze mówiła w dzieciństwie.
Wszyscy goście zebrali się w salonie.Tak czas na tort.Alfie już od godziny czekał na pyszne czekoladowe ciasto.
-Pomyśl życzenie.-Patricia chwile zamyśliła.Czego by więcej chcieć.Spojrzała na chwile na Williama  i od razu zdmuchnęła świeczki.


-Nie pijemy wódki nie ...
-Alfie chyba ci się zabawy pomyliły.-Alice była już blisko płaczu ze śmichu.Tak nasza kochana gromadka była upita i to mocno.Butelki można było wszędzie.
-Serio ja myślałem,że na ślubie się bawię.-Zrobił minę zbitego psiaka.
-A no właśnie Willow kiedy robimy ślub.Wiesz chciałbym bawić małe Alfiniątka.-Powiedział dumnie.
-Tak Ci się spieszy do zostania ojcem ?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-Willow stała trochę skołowana .Cały czas patrzyła się na swojego chłopaka i może nawet i męża.Na razie nie wyobrażała siebie ani jego w roli rodzica byli za młodzi.
-Ej ktoś widział Patricie -Spytał William każdy pokazał drzwi wyjściowe.Uśmiechnął się w duchu.Pchnął drzwi.Jest stała tam sama.Patrzyła się na niebo.Dziś było wyjątkowo piękne jakby chyliło się dla niej.Jak to chłopakom wypada ściągnął swoją bluzę i okrył nią ramiona Patrici.
-Dziękuje-Powiedziała szeptem.Kąciki ust chłopaka momentalnie się uniosły.Objął ja rękami i delikatnie położył głowę na jej ramieniu.Nie protestowała wręcz przeciwnie położyła swoje trochę zmarznięte dłonie na jego.
-William co masz zamiar robić po skończeniu szkoły ?

-Wiesz w sumie się jeszcze nie zastanawiałem a ty ?
-Chciałabym wyjechać do Tokio ale wiesz że to teraz ostatnie chwile spędzone razem.-Stwierdziła ruda bardzo żałowała,że musi wyjechać ale wszystko już było załatwione.Dostała się na najlepszą uczelnie.Wydział medycyny dziwne nie ? Jednak to było marzenia od dzieciństwa.
-Zróbmy żeby ta chwila była jedną z najlepszych.-Dziewczyna poczuła delikatne muśniecie w usta.Z każdym pocałunkiem stawały się coraz bardziej namiętne. Odsunęli się od siebie.
-Nie wypada tego robić na dworze.-Stwierdził chłopak po czym uśmiechnął się łobuzersko.Weszli pośpiesznie do internatu.Dziewczyna wychyliła tylko głowę do salonu.
-Mam małą sprawę do załatwienia niedługo wracam.-Ruda złapała Williama za rękę i ruszyła na górę do pokoju.
Znów te przyjemne uczucie.Jej ustał były anielskie.Rękami szukał zapięcia od sukienki.Ona odpinała guziki od koszuli.
-Jakie było twoje życzenie ?-Spytał pomiędzy przerwami w pocałunkach.
-Właśnie się spełnia.


                                             Błagam o wybaczenie.
                           Wiem,że ostatnio nie pisałam nic pod ponad miesiąca ale
                     teraz będzie inaczej wczoraj wieczorem napisałam mniej więcej pomysł
              na zakończenie i  mam nadzieje,że wam się spodoba.Oczywiście dotrzymuję słowa
         i na blogu będzie jeszcze około dziesięć rozdziałów albo   więcej.
        Do napisania .

wtorek, 27 maja 2014

One-shot "Gdzie się wybierasz kapturku?"

Piękny wschód słońca.Czerwony kapturek a raczej gorsza jego wersja chopsała sobie po lesie.
Miała w tym jakiś cel ? Musiała odwiedzić babcie.Z grymasem na twarzy spojrzała na swoje ciuchy.
Wszystko czerwone spodenki,bluzka oraz pelerynka.Nie przepadała za tym kolorem wolała czarny lub granatowy.Nagły trzask otrząsnął  dziewczynę która próbowała zemścić się na autorce za jej ubiór.
Ciemna sylwetka pojawiła się przede rudą.Dziewczyna zaczęła się trząść.Oczywiście usprawiedliwiała się chłodnym wiatrem.Postać stała za blisko stanowczo.Miała na sobie maskę .. wilka.
-Gdzie się wybierasz kapturku ?-Spytał szaleńczym głosem.
-Piesku zgubiłeś się ? -Spytała kpiąco dziewczyna.
-Jaki piesku jestem wilkiem powinnaś się mnie bać.-Krzyczał rozczarowany.
Zbuntowany "wilk" odwrócił się do niej plecami.Dziewczyna jedynie prychnęła.
Zaczęła myśleć racjonalnie.To wszystko nie miało sensu.Ona czerwonym kapturkiem prędzej na wiedźmę by się nadawała,
-Mógłbyś ściągnąć masek chce bynajmniej wiedzieć kto czyha na moje życie.
Chłopak momentalnie się odwrócił.Jednym zwinnym ruchem zdjął maskę.Patricie zamurowało.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz ?-Głosy rudej można było usłyszeć jakieś dwa kilometry dalej.Dziewczyna próbowała wyrównać oddech jednak nie mogła.-Zabiję Cie.Twoje chore pomysły odbijają się na mnie a ty tylko siedzisz i sobie piszesz.
-No co ty ja.Skąd,że.-Odpowiedział przez śmiech.
-Strasznie mnie irytujesz Eddie.
Znowu się zamyśliła.Po woli miała już wszystkiego dosyć.Jeszcze miała blondyna na głowie.
Patricia zrezygnowana usiadła na ziemie.Wiedziała,że zaraz cały tyłek będzie miała czarny ale tym się nie przejmowała.Po chwili odczuła głód jednak nie wzięła nic do jedzenia.Spojrzała na koszyk.Piękne soczyste owoce aż się prosiły o z kosztowanie .Jednym ruchem sięgnęła jabłko.
-Nie jedz.To przecież dla babci.-Przypomniał blondyn.
-Głodna jestem a babci nic się nie sanie jak trochę schudnie.
-Jesteś wredna-Odpowiedział chłopak.
Po chwili można usłyszeć pociąganie nosem.Czyżby on płakał.Czy nie ustraszony Eddie płakał.
-Eddie płaczesz ?-Spytała kpiąco
Trzask łamanych gałęzi.Źrenice rudej momentalnie się rozszerzyły.Po woli zaczęła się odwracać.Szykowała się na najgorsze.
Ręce opadły a jej szczęka zrobiła tak samo.Czyżby się załamała ?
-Fabian co ty tu robisz i do tego w sukience.? -Spytała mając nadzieje,że będzie miała logicze wytłumaczenie.
-W sumie to nie wiem ale nie sądzisz,że wyglądam w niej czarująco ?-Spytał przy tym rytmicznie unosząc brwi.Patricia już nie mała siły.To jest chore po prostu chore.Sięgnęła po koszyk i zaczęła iść w stronę domu.
-Narka.


Szła,szła i jeszcze raz szła.Końca drogi nie było widać.
-Serio babcia musiałaś zamieszkać na taki odludziu.-Pomyślała.Była zmęczona.Usiadła pod jednym rozłożystszym drzewem.Spojrzała w górę.Niebo było niesamowite.Puszyste białe chmury perfekcyjnie dopasowywały się z lekkim odcieniem niebieskiego.
Oparła się wygonie o pień drzewa.
Zasnęła.
 Ktoś natrętnie zaczął trącać ją w ramię.
Leniwie otworzyła oczy.Momentalnie odskoczyła.
-O nie nie nie z dala ode mnie.-Krzyknęła.
-Oj kapturku nie wnerwiaj się złość piękności szkodzi.-Powiedziała kpiącym głosem.
-Willow twoja głupota mnie przerasta.-Stwierdziła-Po co tu jesteś ?
-Jestem jakby to powiedzieć twoim przewodnikiem.-Zaśmiała się.
-Nie potrzebuje przewodnika sama dojdę.-Oburzona Paticja wstała z ziemi.Otrzepała swoje czerwone spodnie.Chwyciła koszyk.Ruszyła w dalszą drogę.Willow tylko westchnęła  po czym znikła.


Czuła już zapach placków z jabłkami.Uwielbiała je.Zazwyczaj po to tu zawsze przychodziła.Jednak babci zabrakło jabłek więc "dobra" wnuczka z "chęcią" postanowiła jej znieść.
Stanęła przed wielkim domem.Było on zbudowany z czerwonej cegły.Okna były pięknie obramowane.Otworzyła furtkę od razu poczuła zapach kwiatów które hodowała babcia.
Nacisnęła na klamkę.Drzwi zaskrzypiały.Jednym krokiem była już w korytarzu.Nie był on wykwintny jak reszta domu .Stała tu tylko mała szafka na kapcie kilka obrazów i dywan.Ściągnęła  swoje czerwone baletki i założyła kapcie,Wiedziała,że babcia niedawno myła podłogi.Czuć było wszędzie konwalią.
-Babciu jestem i przyniosłam jabłka.-Weszła do kuchni.Drewniany koszyk odłożyła na stół.Zdziwiła się lekko.
-Babciu gdzie jesteś ?-Krzyknęła na cały dom.Cisza.Nagle obraz zaczął jej się zamazywać.Widziała coraz słabiej.Upadła na kolana a z kolan na plecy.
-Co się dzieje? -Spytała sama siebie.Później tylko mrok.

-Patricia do cholery wstawaj.Spóźnisz się do szkoły.-Ruda pomrugała przez chwile.Popatrzyła z ledwością na Ally która była już gotowa do szkoły.Mundurek szkolny pasował do niej perfekcyjnie.
Dodatkowo blada cera i kręcone blond włosy.Dla chłopaków ideał kobiety czy też żony.
-Która godzina ?
-Po siódmej trzydzieści masz pięć minut inaczej nie zjesz śniadania.-Postraszyła ją blondynka.
Ruda wstała szybko.Chwyciła kosmetyczkę i mundurek szkolny.
-Takiego snu jeszcze w życiu nie miałam.-Stwierdziła w myślach po czum szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.

                                                                 Witam was.
                                                             Powstałam za grobu.
       Wiem była długa przerwa na blogu.Czemu ? Dorota ma takiego lenia ,że cały dzień by przeleżała w łóżku i oglądała Naruto.Jednak musiałam się wziąć za naukę.Zagrożenie z niemca :o.Nie o tym chciałam pisać.Blog można powiedzieć,że jest po części zawieszony.Nie żeby został opuszczony tylko słabo funkcjonuje.Nie martwcie się przyszło wybawienie weną.Postanowiłam założyć ankietę  ile chcecie jeszcze rozdziałów.Liczę na was.

Do napisania. :)

Obserwatorzy