wtorek, 5 sierpnia 2014

Opowiadanie 9 - Obietnica


Łza za łzą spadała na biały puszysty dywan.Nie wychodziła z pokoju od trzech dni.Jej niegdyś piękna twarz była cała czerwona.
Oczy z ledwością były otwarte.Nie mogla zasnąć.Nie potrafi po tym co się stało.
                                                              [Retrospekcja]
Bardzo pochmurny dzień zawitał nad Anglią.Patricia chcąc wyrwać od codziennej monotonii postanowiła wybrać się na spacer.Nie wybrała jednak najlepszej pory.
Deszcz zaczynał padać coraz bardziej intensywniej a chmury przybierały coraz bardziej ciemniejszy kolor.
Miasteczko w którym obecnie mieszkała było małe.Można powiedzieć,że czasami nie widać żadnej żywej duszy oprócz młodzieży która czasami chodzi na zakupy albo po prostu się rozerwać.
Mieszkańcy byli co najmniej ..dziwni ? Perfidnie wytykali Cie palcami choćby za najmniejsze potknięcie w życiu.Jednak Patricie nie obchodziła opinia publiczna.Przechodziła właśnie sobie mały mostem pod którym płynęła mała rzeczka.
Z daleka można było zauważyć błyskawice.Ruda uważała że strach bardzo potrafi zmanipulować ludźmi.W niebezpiecznej sytuacji w naszej głowie włącza się lampa "Ratuj siebie albo giń'. Prychneła pod nosem.
Usłyszała warkot samochodu.Zaciekawiona odwróciła lekko głowę w prawo.Stał tam samochód.Co do cholery robi samochód na środku drogi ? Drzwi czarnego audi otworzyły się.Wyszedł mężczyzna ale to jaki przystojny.Z wyglądu kogoś jej przypominał.Czarne długie włosy związane w niskiego kucyka,głębokie czarne oczy.
Z ubioru nie można było stwierdzić czy jest niebezpieczny.Czarne rurki,trampki i biały podkoszulek.Powolnym krokiem zbliżał się do dziewczyny.Ruda nie wiedząc co zrobić przyśpieszyła krok jednak to był błąd.Poczuła na swoim ramieniu dłoń.Przełknęła głośno ślinę.Nie odwróci się.
Głupia rób coś ucieknij.Nie on może mnie dogonić.Myśl głową Williamson-Karciła siebie w myślach.Tak strach zawładną jej ciałem.
-Patricia Williamson prawda ?-Poczuła jego oddech na barku.Zdrętwiała czuła jak ciało odmawia jej posłuszeństwa.-Mój brat to jednak ma gust.-Dodał.Zamarła.To był on.Najbardziej nie przewidywalny mężczyzna jakiego zna.Brad Dumbar brat Williama.
-Czego chcesz ? -Jej głos drżał niesamowicie.-Spokojnie nie dość,że ładna to jeszcze cięty język.-Zaśmiał się pod nosem.
-Mam z bratem małe porachunki do załatwienia a ty będziesz przynętą.-Źrenice dziewczyny momentalnie się rozszerzyły.-Neji chodź popilnuj dziewczyny.
Poczuła mocne szarpnięcie.Odwróciła lekko głowę.Jej oczy straciły blask.Przestała się wszystkim interesować. Wypłynęła niej chęć do życia.
Nie wiedziała ile już stoją.Nogi coraz bardziej ją bolały a deszcze również nie ustępował.Było jej zimno.
Krzyk. chwila ciszy,Strzał.Obraz coraz bardziej zlewał się w jedną plamę.Chwyt za włosy.
-Jeśli piśniesz chodź słowo zginiesz.-Ciemność,Pisk opon.
Z ledwością otwierała oczy.Ból głowy był nie do zniesienia.Chwyciła się za tył.Krew.Nie przejmowała się.William.Imię chłopaka rozchodziło się echem po jej głowie.
Chwyciła barierkę.Spojrzała w dół.Ciało  unosi się na wodzie.Wiedziała,że nie żył.
                                                                  [Koniec Retrospekcji]

Patrzyła się przed siebie.W martwy punkt.Oczy niegdyś zielone przepełnione radością,dziś wyrażające smutek,żal.Czy obwiniała się za śmierć Williama? Tak.
Nie jednokrotnie Luvia przyłapywał ją na próbie samobójczej.Czemu ? Czemu do cholery nie dali jej odejść w spokoju.Za bardzo ją kochają.
Patrzyła się tylko na siebie.Była pieprzoną egoistką.Nie rozumiała,że rodzina,znajomi też przeżywali utratę chłopaka.
 Śnił jej się często po nocach.Były to dobra sny jednak tak i tak budziła się z krzykiem.Luvia nie wiedziała jak jej pomóc była jednym słowem bezradna.
Pukanie do drzwi.Spojrzała z ukosa.-Wejść.-Cichy zachrypnięty głosy był bardzo słabo słyszalny.Nie patrzyła kto przyszedł.Zamknęła się w innym świecie.Gdzie nikt nie ma wstępu.
Tam gdzie jest szczęśliwa.
Przed nią ustał blondyn.Tak wielmożny pan Eddison raczył się zjawić.Patrzył się na nią z współczuciem ? Nie nie możliwe.
Eddie nigdy  nie potrafił pokazywać emocji,Dla niego liczyło się tylko noc z lepszą zapoznaną laską.
-Patricia ..-Zaczął nie pewnie.Zero reakcji.Nie docierały do niej żadne słowa.Nie potrafiła bez niego żyć.To z nim miała sobie ułożyć życie,mieć rodzinę.
Czemu zostawił ja samą.Nie walczył.Nie zależało mu ?
-Kurwa Patricia daj sobie pomóc,siedzisz w tym pokoju nie wychodzisz nigdzie.Tracimy Cię.-Wykrzyczał każdy wyraz.Na chwile spojrzała się na niego.

Tak bardzo jej go przypominał.Blondyn podszedł bliżej  do niej w zamiarze negocjacji.Oczywiście nie chciał trząść nią dopóki nie będzie gadać albo nie przyłoży mu z plaskacza.
Oczy zaszkliły się.Znów.Znów pokazuje swoją słabość.W tuliła się w niego.Trochę zdezorientowany Eddie przycisną ją do siebie.
-Ja tak bardzo za nim tęsknie.-Rozpłakała się.Złość zgromadziła się w jego sercu.Czemu ? Znów musi ją oglądać w takim stanie.Rzadko płakała.
Przetrzymywała emocje w sobie.Spojrzał jeszcze raz na rudą.Ręką gładził jej trochę zaniedbane włosy.
-Będzie dobrze zobaczysz.-Wtuliła się w niego mocniej.-Gdybyś jeszcze,żył z miłą chęcią skopał bym Ci tyłek za to co robiłeś.-Mimo,że Williamek fruwał już sobie z aniołkami tak i tak nie ucieknie od pieści Eddisona.

                      Zmiana postaci Eddie

Dziwnie się czułem.Tak bardzo ją zraniłem powiedziałem "nie kocham Cię i nie kochałem'".Parę słów a robią,taką wielką  krzywdę.Czy to była prawda ?
Nie.Same kłamstwa.Czy żałuję ? Tak i to cholernie.Chciałem wyrzucić ją z serca,myśli wymazać wszystkie wspomnienia.Wiedzieliście,że tak się nie da ?
Po zerwaniu nie mogłem nic zrobić.Byłem tak bezradny pierwszy raz w życiu.Nic nie umiało zalepić pustki.Sam się tego domagałem.Myślałem,że bycie szorstkim,obojętnym do niej coś nie zmieni.
Kolejna pomyłka.Teraz mam.Dziewczyna którą tak mocno kochałem opuściła mnie.Była szczęśliwa.Uśmiechała się.Zazdrościłem trochę Williamowi.Chłopak miał farta.Właśnie "miał" .Gdy dowiedziałem się o zdarzeniu czułem jakbym coś stracił,ale co ?
Rywala ?To niedorzeczne! Jednak Patricia odcięła się od świata.Każdy próbował z nią porozmawiać.Siedzi tu,w jej pokoju.Przytula,pociesza.Ona mu po raz kolejny zaufała.
Po tym jak ją traktował.
-Przyrzekam William,będę ją chronił nawet za cenę życia tak jak ty to zrobiłeś.-Powiedział szeptem.


                                                           OGŁOSZENIA PARAFIALNE

  -Pierwsza sprawa powoli zbliżamy się do końca.Spokojnie wasza ''inteligentna '' autorka wymyśliła,że po zakończeniu serii będzie pisała jednopartówki. ^^
-Nie za dużo czasu jednak zawsze wieczorem albo rano coś napisze i coś tam powstanie.
 -Aktualnie tworzę projekt nowego bloga.Tematyka  wojenno-fantastyczna xd
-Wszystkie pytania kierować na pocztę.
  -Do końca sierpnia powinnam wyrobić się z rozdziałem 10.
     -Za błędy przepraszam.
Do napisania;
-Lalu.

środa, 9 lipca 2014

Opowiadanie 8 "Zero kultury"

Przystosowanie do nowego miejsca jest trudne.Innym zajmuje to więcej czasu a niektórym mniej.
Patricia postanowiła wybrać tą drugą opcje.Bardzo szybko zadomowiła się w nowym internacie.Ludzie którzy tutaj mieszkali
byli bardzo mili.
Jednak nie będziemy się rozpisywać jak w internacie jest słodko i kolorowo.
Dziś już od rana trwają przygotowania.Do czego ? Pewna mieszkanka internatu zwana Patricia kończy dziś osiemnaście  lat .
Oczywiście,że jubilatka nie chciała żadnej imprezy ale jej nowe kochane znajome powiedziały "Takich urodzin nie można przegapić"
-Sranie w banie.-Pomyślała rudowłosa.Ciche westchnięcie wydobyło się z jej ust.
Siedziała sobie w wygodnym fotelu.Co jak co ale na komfortowe warunki nie mogła narzekać.Każdy miał swój własny pokój,łazienkę i najważniejsze balkon.
Otworzyła duże szklane balkonowe drzwi.Zimne powietrze od razu otarło się o jej skórę powodując natychmiastową gęsią skórkę.
-Mogłam szybciej się tu przeprowadzić.-Stwierdziła.
-Mogłaś.-Odezwał się męski głoś za pleców dziewczyny.Momentalnie podskoczyła.
-William po pierwsze puka się, po drugie nie wchodzi się bez pozwolenia a po trzecie nie straszy się kobiet.-Krzyknęła zdenerwowana.-Zero kultury.-Dodała.
-Oj nie gniewaj się, a tak po za tym wszystkiego najlepszego.-Po chwili z kieszonki wyciągną małe opakowanie w kształcie serca.Chwycił jej dłoń po czym wręczył podarunek.
-To taka pamiątka żebyś o mnie nie zapomniała.-Dziewczyna była zdziwiona czynem przyjaciela.Przyjaciela ? Coraz bardziej przywiązywała się do niego.Może to zabrzmi dziwnie ale ta znajomość zaczynała się przeobrażać w coś zupełnie innego.Wiedziała,że on czuł to samo.Jedna gdy tylko myślała,że może być z nim szczęśliwa przed oczami pojawia jej się Eddie.Mimo iż między nimi koniec cały czas gdzieś tam w sercu był mały niedogaszony płomyk.
Nie.Koniec myślenia o Eddiem.Czas samej sobie ułożyć życie.Dziś jest ten dzień kiedy zaczyna się wszystko zmieniać.Człowiek zaczyna myśleć o przyszłości.Jaki kierunek studiów wybierze i gdzie.
Koniec roku zbliżał się nie ubłagalnie.Ostatnia klasa.Brzmi poważnie prawa ? Jednak połowa uczniów nie wiedziała gdzie będzie studiować.

-Patricia.Halo wracamy na ziemię.-Chłopak co chwila machał jej ręką przed twarzą.Dopiero po chwili oprzytomniała.W ręku cały czas trzymała prezent.Po nie spełna chwili otworzyła go bardzo delikatnie.Zaniemówiła.Stała i patrzyła się w pudełko.
Jej serce   biło tysiąc razy na minute.
-Nie podoba Ci się ?-Spytał chłopak.
-Nie William to jest cudowne.-Czuła jak do oczu napływają łzy.Rzuciła się na szyję chłopakowi który objął ją w tali i mocno  przytulił.Patricia położyła głowę na tors chłopaka.Wiedział,że płacze.Na jego koszulce można było dostrzec pojedyncze plamki od łez.
-Ej nie płacz mi tu.-Odciągnął ją delikatnie od siebie.Jedną ręką chwycił podbródek dziewczyny.Kciukiem ocierał resztę łez które spływały po jej policzku.Dziewczyna chwyciła za prezent a był nim naszyjnik w kształcie serca.Był on wysadzany malutkimi kryształkami.Jednym słowem był cudny.
-Pomożesz mi ?-Spytała dziewczyna która nie mogła poradzić sobie z zapięciem.Chłopak odgarnął burze rudych włosów po czym delikatnie zapiął naszyjnik.
-Dziękuję.-Stała teraz  przed nim.Co jak co ale urody mu nie jeden pozazdrości.Czarne włosy i ciemne głębokie oczy w których można utonąć.Stali tak przez chwile.Ich twarze zaczęły się powoli zbliżać.Chciała tego i on tego chciał.
Drzwi do pokoju rudej momentalnie się otworzyły.Para momentalnie się opamiętała i odsunęła się od siebie.W progu ustała wysoka dziewczyna.Jej kolor włosów był mało spotykany szkarłatny.Po pierwszym spojrzeniu można było ją ocenić tak "straszna". Jednak ona taka nie była.Tak wzbudzała strach u chłopaków z szkoły.
No bo która dziewczyna trenuje zawodowo boks.Dziewczyny razem od razu znalazły wspólny język.Innych to dziwiło a pozostałych wręcz przeciwnie,cieszyli się,że ktoś miał odwagę z nią rozmawiać a co lepsze śmiać.
-Czy w tym domu nie ma zwyczaju pukania do pokoju przed wejściem ?-Spytała zirytowana Patricia.
-Przepraszam ale mamy mały problem.William chodź pomóż wieszać balony bo nasz kochany Dan* spad z drabiny i jest trochę potłuczony.-Powiedział trochę mało entuzjastycznie.
-Luvia nie potrzebnie robicie tą imprezę.-Stwierdziła ruda.zakładając ręce na biodra.Nie lubiła być w centrum uwagi.Zawsze datę swoich urodzin omijała szerokim łukiem ale nie tym razem.
-Oj przestań.Dobra porywam Ci chłoptasia.-Uśmiechnęła się.Po chwili była już sama w pokoju.Miała jakieś trzy godziny na pojawienie się gości z Anubisa.Postanowiła,że weźmie długą odprężającą kąpiel.



W Anubisie panował jeden wielki chaos.Każdy biegał,krzyczał i co tylko.Ally co chwila sprawdzała godzinę.Nie mogła się wręcz doczekać żeby złożyć życzenia,dać prezent i upić się razem z Patricią.Tak właśnie nie mają ograniczonego czasu.Wiktor dobrodziej.Znów spojrzała na zegarek została jej jeszcze dobra godzina.Musiała się zebrać.
Co jak co ale w dresach nie wypada iść.Szybko zajęła łazienkę która zaraz stanie się powodem kłótni u dziewczyn.Sukienkę szukała dość długo.Zawsze była wybredna co do ciuchów a w szczególności sukienek.
Była można powiedzieć skromna.Turkusowy kolor bardzo pasował do karnacji jak i koloru włosów dziewczyny.Od góry do dołu była koronka.Tak to był słaby punk Ally.Ona uwielbiała i miała słabość do koronki.Ktoś nachalnie zaczął dobijać się do drzwi.Wiedziała,że musi się ulotnić.Szybko wzięła swoje rzeczy i wyszła z łazienki.
-Jak zwykle wszystko na ostatnia chwilę- murkneła pod nosem.Wstąpiła jeszcze na chwile do pokoju.Ubrała wysokie kremowe szpilki i małą torebeczkę.


-Luvia mogła byś mi pomóc ?-Spytała Patricia.Jako jedyna nie była jeszcze ubrana.Dziewczyna przytaknęła głową.Chwyciła za sukienkę które leżała na łóżku.Była cała czarna.Była okryta koronką od ramion pod sam biust.
-Dobra trzymaj i leć się przebrać zaraz przyjdą goście.-Szybko chwyciła sukienkę i pobiegła do łazienki.Czemu nie ubrała się szybciej.Odpowiedz jest prosta przysnęła w wannie.Po niespełna pięciu minutach wszyła przebrana chwyciła tylko buty i wybiegła z pokoju.
Jak to na przyjęciach bywa jest najpierw przywitanie gości,wręczenie prezentów i słodkie życzenia jak nam  babcia zawsze mówiła w dzieciństwie.
Wszyscy goście zebrali się w salonie.Tak czas na tort.Alfie już od godziny czekał na pyszne czekoladowe ciasto.
-Pomyśl życzenie.-Patricia chwile zamyśliła.Czego by więcej chcieć.Spojrzała na chwile na Williama  i od razu zdmuchnęła świeczki.


-Nie pijemy wódki nie ...
-Alfie chyba ci się zabawy pomyliły.-Alice była już blisko płaczu ze śmichu.Tak nasza kochana gromadka była upita i to mocno.Butelki można było wszędzie.
-Serio ja myślałem,że na ślubie się bawię.-Zrobił minę zbitego psiaka.
-A no właśnie Willow kiedy robimy ślub.Wiesz chciałbym bawić małe Alfiniątka.-Powiedział dumnie.
-Tak Ci się spieszy do zostania ojcem ?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-Willow stała trochę skołowana .Cały czas patrzyła się na swojego chłopaka i może nawet i męża.Na razie nie wyobrażała siebie ani jego w roli rodzica byli za młodzi.
-Ej ktoś widział Patricie -Spytał William każdy pokazał drzwi wyjściowe.Uśmiechnął się w duchu.Pchnął drzwi.Jest stała tam sama.Patrzyła się na niebo.Dziś było wyjątkowo piękne jakby chyliło się dla niej.Jak to chłopakom wypada ściągnął swoją bluzę i okrył nią ramiona Patrici.
-Dziękuje-Powiedziała szeptem.Kąciki ust chłopaka momentalnie się uniosły.Objął ja rękami i delikatnie położył głowę na jej ramieniu.Nie protestowała wręcz przeciwnie położyła swoje trochę zmarznięte dłonie na jego.
-William co masz zamiar robić po skończeniu szkoły ?

-Wiesz w sumie się jeszcze nie zastanawiałem a ty ?
-Chciałabym wyjechać do Tokio ale wiesz że to teraz ostatnie chwile spędzone razem.-Stwierdziła ruda bardzo żałowała,że musi wyjechać ale wszystko już było załatwione.Dostała się na najlepszą uczelnie.Wydział medycyny dziwne nie ? Jednak to było marzenia od dzieciństwa.
-Zróbmy żeby ta chwila była jedną z najlepszych.-Dziewczyna poczuła delikatne muśniecie w usta.Z każdym pocałunkiem stawały się coraz bardziej namiętne. Odsunęli się od siebie.
-Nie wypada tego robić na dworze.-Stwierdził chłopak po czym uśmiechnął się łobuzersko.Weszli pośpiesznie do internatu.Dziewczyna wychyliła tylko głowę do salonu.
-Mam małą sprawę do załatwienia niedługo wracam.-Ruda złapała Williama za rękę i ruszyła na górę do pokoju.
Znów te przyjemne uczucie.Jej ustał były anielskie.Rękami szukał zapięcia od sukienki.Ona odpinała guziki od koszuli.
-Jakie było twoje życzenie ?-Spytał pomiędzy przerwami w pocałunkach.
-Właśnie się spełnia.


                                             Błagam o wybaczenie.
                           Wiem,że ostatnio nie pisałam nic pod ponad miesiąca ale
                     teraz będzie inaczej wczoraj wieczorem napisałam mniej więcej pomysł
              na zakończenie i  mam nadzieje,że wam się spodoba.Oczywiście dotrzymuję słowa
         i na blogu będzie jeszcze około dziesięć rozdziałów albo   więcej.
        Do napisania .

wtorek, 27 maja 2014

One-shot "Gdzie się wybierasz kapturku?"

Piękny wschód słońca.Czerwony kapturek a raczej gorsza jego wersja chopsała sobie po lesie.
Miała w tym jakiś cel ? Musiała odwiedzić babcie.Z grymasem na twarzy spojrzała na swoje ciuchy.
Wszystko czerwone spodenki,bluzka oraz pelerynka.Nie przepadała za tym kolorem wolała czarny lub granatowy.Nagły trzask otrząsnął  dziewczynę która próbowała zemścić się na autorce za jej ubiór.
Ciemna sylwetka pojawiła się przede rudą.Dziewczyna zaczęła się trząść.Oczywiście usprawiedliwiała się chłodnym wiatrem.Postać stała za blisko stanowczo.Miała na sobie maskę .. wilka.
-Gdzie się wybierasz kapturku ?-Spytał szaleńczym głosem.
-Piesku zgubiłeś się ? -Spytała kpiąco dziewczyna.
-Jaki piesku jestem wilkiem powinnaś się mnie bać.-Krzyczał rozczarowany.
Zbuntowany "wilk" odwrócił się do niej plecami.Dziewczyna jedynie prychnęła.
Zaczęła myśleć racjonalnie.To wszystko nie miało sensu.Ona czerwonym kapturkiem prędzej na wiedźmę by się nadawała,
-Mógłbyś ściągnąć masek chce bynajmniej wiedzieć kto czyha na moje życie.
Chłopak momentalnie się odwrócił.Jednym zwinnym ruchem zdjął maskę.Patricie zamurowało.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz ?-Głosy rudej można było usłyszeć jakieś dwa kilometry dalej.Dziewczyna próbowała wyrównać oddech jednak nie mogła.-Zabiję Cie.Twoje chore pomysły odbijają się na mnie a ty tylko siedzisz i sobie piszesz.
-No co ty ja.Skąd,że.-Odpowiedział przez śmiech.
-Strasznie mnie irytujesz Eddie.
Znowu się zamyśliła.Po woli miała już wszystkiego dosyć.Jeszcze miała blondyna na głowie.
Patricia zrezygnowana usiadła na ziemie.Wiedziała,że zaraz cały tyłek będzie miała czarny ale tym się nie przejmowała.Po chwili odczuła głód jednak nie wzięła nic do jedzenia.Spojrzała na koszyk.Piękne soczyste owoce aż się prosiły o z kosztowanie .Jednym ruchem sięgnęła jabłko.
-Nie jedz.To przecież dla babci.-Przypomniał blondyn.
-Głodna jestem a babci nic się nie sanie jak trochę schudnie.
-Jesteś wredna-Odpowiedział chłopak.
Po chwili można usłyszeć pociąganie nosem.Czyżby on płakał.Czy nie ustraszony Eddie płakał.
-Eddie płaczesz ?-Spytała kpiąco
Trzask łamanych gałęzi.Źrenice rudej momentalnie się rozszerzyły.Po woli zaczęła się odwracać.Szykowała się na najgorsze.
Ręce opadły a jej szczęka zrobiła tak samo.Czyżby się załamała ?
-Fabian co ty tu robisz i do tego w sukience.? -Spytała mając nadzieje,że będzie miała logicze wytłumaczenie.
-W sumie to nie wiem ale nie sądzisz,że wyglądam w niej czarująco ?-Spytał przy tym rytmicznie unosząc brwi.Patricia już nie mała siły.To jest chore po prostu chore.Sięgnęła po koszyk i zaczęła iść w stronę domu.
-Narka.


Szła,szła i jeszcze raz szła.Końca drogi nie było widać.
-Serio babcia musiałaś zamieszkać na taki odludziu.-Pomyślała.Była zmęczona.Usiadła pod jednym rozłożystszym drzewem.Spojrzała w górę.Niebo było niesamowite.Puszyste białe chmury perfekcyjnie dopasowywały się z lekkim odcieniem niebieskiego.
Oparła się wygonie o pień drzewa.
Zasnęła.
 Ktoś natrętnie zaczął trącać ją w ramię.
Leniwie otworzyła oczy.Momentalnie odskoczyła.
-O nie nie nie z dala ode mnie.-Krzyknęła.
-Oj kapturku nie wnerwiaj się złość piękności szkodzi.-Powiedziała kpiącym głosem.
-Willow twoja głupota mnie przerasta.-Stwierdziła-Po co tu jesteś ?
-Jestem jakby to powiedzieć twoim przewodnikiem.-Zaśmiała się.
-Nie potrzebuje przewodnika sama dojdę.-Oburzona Paticja wstała z ziemi.Otrzepała swoje czerwone spodnie.Chwyciła koszyk.Ruszyła w dalszą drogę.Willow tylko westchnęła  po czym znikła.


Czuła już zapach placków z jabłkami.Uwielbiała je.Zazwyczaj po to tu zawsze przychodziła.Jednak babci zabrakło jabłek więc "dobra" wnuczka z "chęcią" postanowiła jej znieść.
Stanęła przed wielkim domem.Było on zbudowany z czerwonej cegły.Okna były pięknie obramowane.Otworzyła furtkę od razu poczuła zapach kwiatów które hodowała babcia.
Nacisnęła na klamkę.Drzwi zaskrzypiały.Jednym krokiem była już w korytarzu.Nie był on wykwintny jak reszta domu .Stała tu tylko mała szafka na kapcie kilka obrazów i dywan.Ściągnęła  swoje czerwone baletki i założyła kapcie,Wiedziała,że babcia niedawno myła podłogi.Czuć było wszędzie konwalią.
-Babciu jestem i przyniosłam jabłka.-Weszła do kuchni.Drewniany koszyk odłożyła na stół.Zdziwiła się lekko.
-Babciu gdzie jesteś ?-Krzyknęła na cały dom.Cisza.Nagle obraz zaczął jej się zamazywać.Widziała coraz słabiej.Upadła na kolana a z kolan na plecy.
-Co się dzieje? -Spytała sama siebie.Później tylko mrok.

-Patricia do cholery wstawaj.Spóźnisz się do szkoły.-Ruda pomrugała przez chwile.Popatrzyła z ledwością na Ally która była już gotowa do szkoły.Mundurek szkolny pasował do niej perfekcyjnie.
Dodatkowo blada cera i kręcone blond włosy.Dla chłopaków ideał kobiety czy też żony.
-Która godzina ?
-Po siódmej trzydzieści masz pięć minut inaczej nie zjesz śniadania.-Postraszyła ją blondynka.
Ruda wstała szybko.Chwyciła kosmetyczkę i mundurek szkolny.
-Takiego snu jeszcze w życiu nie miałam.-Stwierdziła w myślach po czum szeroki uśmiech zagościł na jej twarzy.

                                                                 Witam was.
                                                             Powstałam za grobu.
       Wiem była długa przerwa na blogu.Czemu ? Dorota ma takiego lenia ,że cały dzień by przeleżała w łóżku i oglądała Naruto.Jednak musiałam się wziąć za naukę.Zagrożenie z niemca :o.Nie o tym chciałam pisać.Blog można powiedzieć,że jest po części zawieszony.Nie żeby został opuszczony tylko słabo funkcjonuje.Nie martwcie się przyszło wybawienie weną.Postanowiłam założyć ankietę  ile chcecie jeszcze rozdziałów.Liczę na was.

Do napisania. :)

sobota, 5 kwietnia 2014

Opowiadanie 7 "Witaj w domu Amona."

Nastał kolejny dzień.Mara od rana była kłębkiem nerwów.W tym dniu spróbuje udowodnić rodzicom,że on też coś potrafi.Od razu po przebudzeniu pobiegła w stronę łazienki.Jednym zwinnym ruchem zebrała wszystkie włosy które upięła w wysokiego kucyka.Następnie założyła czarną koronkową sukienkę.Nagle po całym domu rozbrzmiał  dzwonek do drzwi.
Jafray wyszła z łazienki i szybko pobiegła na dół.W drzwiach ustała wysoka dziewczyna o czarnych włosach i błękitnych oczach.Czerwona sukienka i czarne buty na obcasie dodawały jej uroku a jednocześnie powagi.
-Mara.
-Elizabeth.-Siostry popatrzyły się na siebie.Widać było,że nie przepadają za sobą.Do korytarza weszli również rodzice.Mara posłusznie zaprosiła ich do salonu gdzie przygotowała herbatę.
-Więc Maro byliśmy u dyrektora i twoje oceny są zdumiewające.-Powiedział ojciec w uniesioną głową.Jej rodzice byli bardzo ważnymi biznesmenami.Zawsze byli zajęci firmą.
-Dziękuję.-Odpowiedziała jednocześnie biorąc filiżankę do ręki i upijając z niej łyk herbaty.
-Zdecydowaliśmy,że będziesz chodziła do innej szkoły.-Powiedziała matka.Marze zrobiło się gorąco.Jednocześnie się cieszyła a z drugiej było jej smutno.Musiała opuścić Anubis.Tu poznała wspaniałych ludzi,przeżyła swoją miłość.
-Nie mogłabym zostać tu do końca ostatniej klasy ?-Spytała.
-Nie wszystko załatwione jutro jedziesz razem z Elizabeth.-Matka zrobiła dumną minę.Rozmawiali długo co słychać w domu i tym podobne.


William siedział na ławeczce.Zastanawiał się nad wszystkim.Ciągle Patricia nie dała mu odpowiedzi.Byli najlepszymi przyjaciółmi.Ktoś lekko dotknął go w ramie.Od razu odskoczył.
-Spokojnie nie zrobię ci krzywdy.-Zaśmiała się Williamson.
-Haha bardzo zabawne.-Odpowiedział z sarkazmem.Rudowłosa była dziś w bardzo dobrym humorze jak nigdy.Przez dłuższą chwilę gadali jak mają się teraźniejsze sprawy.
-Właśnie dalej nie dałaś mi odpowiedzi.-Stwierdził chłopak.
-Ja właśnie w tej  postanowiłam zamieszkać w Amonie .-Odetchnął z ulgą wreście będzie miał ją blisko siebie.Może łączy ich jakieś uczucie a oni po prostu o tym nie wiedzą.


Kolacja w Anubisie przebiegała w bardzo pogodnej atmosferze.Każdy delektował się naleśnikami z czekoladą które były nie do opisania.Do kuchni weszła szczęśliwa rudowłosa.
-Co taka uradowana ?-Spytał Miler.Był to rzadki widok.Zazwyczaj chodziła z spuszczoną głową i nie było widać najmniejszego uśmiechu.
-Muszę wam coś ogłosić wyprowadzam się do sąsiedniego akademika.Przepraszam.-Wszyscy byli zdziwieni widomością przyjaciółki.Dziewczyna zdążyła już odpuścić pokój i zaczęły się rozmowy "a dlaczego".
Nikt nie był z tego zadowolony.

-Czemu się wyprowadzasz?-Głos dochodził za ramienia Patrici.Nie wiedziała co zrobić rozmawiać i się rozkleić czy iść pakować się.
-Bo nie chce patrzeć jak was ranie,chce zacząć od nowa i nie chce krzywdzić Ciebie.-Powiedział spuszczając głowę w dół.Eddie podszedł do niej podniósł lekko głowę dziewczyny.Patrzyli sobie oczy w oczy.Czuli się jak dawniej zakochani w sobie.
-Pamiętaj zawsze będę Cię kochał.-Przytulił dziewczynę mocno do siebie.Wiedział,że przez jego błędy stracił ją.Nigdy prawdopodobnie się nie spotkają.Stracił dziewczynę którą kochał.
-Ja ciebie też kocham.-Łzy spłynęły po policzkach.Cierpieli obydwoje.

-Serio? Zostawiasz mnie tu samą na pastwę losu jesteś okropna.-Jęczała oburzona Ally która nie mogła się pogodzić z  wyprowadzką Patrici.Szybko znalazły wspólny język.
-Ally mówiłam Ci,że to dobra wyjście a po za tym masz Alice,Joy o i Willow.-Powiedziała rozbawiona Patricia za to blondynka strzeliła minę "Seriously"

-Serio Willow teraz to pojechałaś.-Powiedziała sarkastycznie.
-Ktoś mnie tu wołał.Ally wpadłam na wspaniały pomysł sadzę drzewa dla jednorożców pomożesz mi ? -Spytała uradowana.Grane tylko pokiwała głową,że nie ma ochoty.Willow w podskokach opuściła pokój
-Widzisz.
-Oj dasz radę a jak nie to jestem nie całe pięć minut z tond.-Ally jednym ruchem wstała z podłogi i przytuliła dziewczynę.
-Będę tęsknic jednak to nie oznacza,że się ode mnie uwolniłaś.-Obydwie wybuchły śmiechem.Wieczór minął im bardzo wesoło.


Najgorsze są zawsze pożegnania.Te okropne uczucie,że długo nie zobaczysz tej osoby lub osób.Patricia właśnie schodziła na dół,Na dworze czekała już taksówka.Na schodach zobaczyła wszystkie osoby z internatu.
Na razie próbowała podtrzymać się od łez.
-Więc będziemy mocno wszyscy za tobą tęsknic zawsze umiałaś nas pocieszyć.Nigdy Cię nie zapomnimy.-Joy jako pierwsza wytuliła Patricie.
-Wiesz,że nie musisz tego robić.-Stwierdził Fabian.
-Tak będzie lepiej i oczywiście widzimy się wakacje.-Uśmiechnęła się on od razu odwzajemnił uśmiech,
-Będę tęsknić.-Następnie poszedł do niej Alfie uśmiechnięty od ucha do ucha z ciastkiem w ręku.
-Trixie trzymaj się ale wiesz zawsze możesz wpaść do mnie na ciastko.-Wszystko jakoś szybko poszło.Jak to się mówi najlepsze na koniec.
-Wczoraj powiedziałem Ci wszytko co sądziłem.-Blondyn odwrócił się w kierunku swojego pokoju.
-Eddie.-Powiedział szeptem.Nie miała już nic do stracenia wszyła z Anubisa.Nie sądziła,że po tylu latach opuści ten dom w takich okolicznościach.

Witaj w domu Amona.



Witam wszystkich żywych na tym blogu.Jak widzicie rzadko tu bywam.Niestety możecie mnie zlinczować.Co raz więcej osób odchodzi od tej tematyki blogów.Nie dziwię się im jest to brak inspiracji ponieważ serial się skończył.Więc jak już wiecie  wszystko ma swój koniec.Nie wiem czy napiszę jeszcze jedno opowiadanie czy już epilog.Zastanowię się jeszcze.Dziękuję wam za wszystko za wsparcie i za czytanie tego "czegoś" Mam nadzieje,że coś uda mi się napisać.

*Zmieniłam już w wszystkich opowiadaniach nazwę sąsiedniego akademika czyli od teraz jest dom Amona. 

środa, 12 lutego 2014

Opowiadanie 6 "Jednak to tylko chwile dzieciństwa które nigdy nie wrócą."

Strach i przerażenie.Bała się i to mocno.Nie chciała stracić przyjaciółki.Szła bardzo szybko nie zważając na gałęzie które co chwila biły ja po twarzy.
Dotarła.Szkoła była mało oświetlana  jedynie jedną latarnia do której gnały wszystkie owady.Patrici zaczęła dokładnie się rozglądać jednakże nigdzie nie mogła dostrzec Ally.Powoli zaczęła tracić nadzieje.
Czemu znowu ja ?-Pomyślała dziewczyna.Nie wiedziała,że przeszłość jej przodków będzie miało taki duży w pływ na jej życie.Dziewczyna zauważyła za sobą cień.Nie miała odwagi się odwrócić.Trzęsła się cała od środka.
-Patricia ? -Dziewczyna raptownie rozpoznała czyj to głos.
-O Boże Ally nie strasz mnie tak więcej.-Rudowłosa od razu przytuliła się do swojej przyjaciółki.Zrozumiała,że ktoś chciał nią manipulować.Odetchnęła z ulgą.


Mara jedyna najbardziej rozsądna dziewczyna w Anubisie.Z pozoru wydaje się,być ulubienicą rodziców jednak wszystko było na odwrót.Dziewczyna zawsze była cieniem swojej starszej siostry  Elizabeth.Zawsze to ona była
mądrzejsza,zdolniejsza.Jaffray zawsze próbowała udowodnić rodzicom,że też coś potrafi.Jednak na marne dlatego przyjechała do Anubisa.
Jedyną osobą na której mogła polegać w dzieciństwie była jej opiekunka.To ona zawsze dawała jej motywacje.Byłą jej tak zwaną drugą ''Mamą''.
Teraz jest szczęśliwą osobą która za niecały rok kończy szkołę i idzie w świat.Niestety za tydzień ma ją odwiedzić jej siostra.Mara od początku wiedziała,że to zły pomysł.

Dzień zaczął się bardzo przyjemnie.Wiosna powoli wracała na Anglię.Pierwsze stokrotki rozkwitły na trawnikach.
Każdy uwielbiał tą porę roku.Był to czas w którym wszystko wraca do normalności.Najgorszy minus owady.Nikt ich nie lubił zawsze były tam gdzie nie trzeba, ale co będę rozpisywać się o robactwie.
William spacerował  wąską drużką przez polanę.Lubił czasami po przebywać w samotności.Zawsze jak był mały brał znajomych w tym również Patricie i biegali szaleni.Dzieciństwo uważał za udane.Jednak trzeba było dorośleć pomyśleć o przyszłości.
Tęskni bardzo za swoja rodziną która przeprowadziła się na drugi koniec świata.Jego dom rodziny stoi pusty.Mieścił się blisko akademika więc lubił tam zaglądać.
Staną przed dużym domem.Był on zrobiony z czerwonej cegły.Okna obramowane drewnem gdzie schodziła farba.Brunet poszedł do drzwi i lekko je uchylił.Wszędzie były pustki.Na podłodze leżały jedynie papiery.
Nie przyszedł tu żeby obejrzeć swój dom.Szybkim krokiem wszedł na malutkiego pokoiku.Ściany były pomalowane na błękit.Chodząc po pomieszczeniu podłoga wydawała z siebie charakterystyczne dźwięki skrzypienia.
W pokoju została jedynie mała dębowa szafeczka.Otworzył ja powoli i od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech.W rogu szuflady stały ołowiane żołnierzyki.Uwielbiał się nimi bawił.Zawsze uważał,że ma potężna armie z którą zdobędzie świat.
Jednak to tylko chwile dzieciństwa  które nigdy nie wrócą.

piątek, 10 stycznia 2014

Przeprosiny

Chciałabym jak najmocniej przeprosić.Opowiadanie nie pojawiło się już od miesiąca i jestem z tego powodu na siebie zła.Po prostu nie mam pomysłu,do tego dochodzi szkoła i projekt.Jednak wezmę się w garść i napisze coś w następnym tygodniu.
Mam nadzieje,że mi wybaczycie ;)

PS: Jeśli macie jakieś pomysły to piszcie śmiało :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Opowiadanie 5 ''Nie był on piękny,ogólnie był nie atrakcyjny.''

Jereme co chwila spoglądał na książkę.Odrabiał pracę domową.Najwidoczniej nie chciało mu się ponieważ co chwila znajdował sobie punkt zainteresowania,
Czyli ogółem tysiąc sposobów jak wymigać się od pracy domowej.W ręku kręcił długopisem.-Jaki piękny długopis.-Powiedział chłopak sam do siebie.
-Hej.-Do salonu weszła Ally.Byłą już przebrana w piżamę.Cicho stąpała po drewnianej posadzce.W domu panowała cisza.Dziewczyna odrzuciła długi warkocz i nalała sobie do szklanki wody.
Wzięła szklankę do reki i podeszłą do chłopaka.Patrzyła się na niego przez moment.
-Pomóc ci w czymś ?-Spytała Ally.Jeremy zrobił minę zbitego psiaka.
-Wiesz Ally bo ja nie rozumiem tego.-Powiedział dziecięcym głosem.Poprawił palcem okulary.Wskazał palcem na polecenia.Dziewczyna po cichu odsunęła  i usiadła obok chłopaka.
-Okey wytłumaczę Ci.-Dziewczyna lekko się uśmiechnęła po czym powoli zaczęła tłumaczyć fizykę.Każdy uważał,że to czarna magia.Lecz widać,że dziewczynę to interesowało.
Do salonu wszedł znudzony Eddie.Oklapł na kanapę.Wziął piloty i szybko włączył telewizor.Nie było nic ciekawego.Skakał po kanałach.

-Oto nasz klub jeżeli chcesz to przyłącz się Winx ...-Boże Nie !-Krzykną chłopak.
-Młodzi nowi zawodnicy chcąc przywrócić Akilianowi oddech.-Było !
-Mało nas chodź w sam raz by ratować ten świat.-Nie!
-A braka dabra to czary i magia.-Chłopak już nic nie powiedział tylko załapał się za głowę.Był wściekły,że nic nie było w telewizji.
-W następnym odcinku Violetty-Nie skończyło się.-Eddie powiedział na tyle głośno,że do salonu przyleciał Trudy.
-Eddie co się stało.-Spytała zaniepokojona.
-Nie obejrzałem Violetty.-Powiedział smutno.
-Przełącz na 35.-Powiedział opiekunka po czym wróciła do swojego pokoju.Eddie znudzony i zły przełączył na dany kanał.
-Zagrajmy w grę*-No wreście !-Powiedział uradowany.Ally i Jeremy widząc dany film postanowili opuścić salon.Nie lubili horrorów.

Dziewczyna leżała na łóżku.Spoglądała na biały sufit.Nie był on piękny,ogólnie nie był atrakcyjny.Zwykły biały sufit.
Byłą myślami gdzieś daleko od szarego świata.W jej świecie było inaczej.
W telefonu zaczęła wydobywać się charakterystyczna melodia  wiadomości.Autor informacji był nie znany.
-Twoi rodzice żyją-Dziewczyna momentalnie podnosiła się.Jej serce zaczęło bić mocniej.Wiktor mówił przecież,że je rodzice nie żyją.
-Kim jesteś.-Odpisała na sms.
-Twoim największym koszmarem-Dziewczyna upuściła telefon.Ciemne plamy zaczęły wchodzić na oczy.Patricia wtuliła się w poduszkę.Chciała zapomnieć to co przed chwilą przeczytała.


Kobieta o pięknych blond włosach trzymała na rękach piękną małą dziewczynkę.Cudowne zielone oczy.Małe dziecko wpatrywało się  w sufit a jednoczesne na swoją rodzicielkę.


W pokoju panował pół mrok.Światło dawał kominek i jedna świeca na stole.Kobieta mocno trzymała dziewczynkę.Bała się o nią.Miała dokładnie bliźniaczki.Nie mogła ich zatrzymać.Ani jednej.
Drugie dziecko oddali już do rodziny zastępczej.Do pokoju wszedł nie wysoki mężczyzna.Miał na sobie brązowy garnitur i kapelusz.
-Już czas.-Powiedział mężczyzna.
-Czemu to zrobiłeś czemu akurat one.Dlaczego oddałeś je w ręce stowarzyszenia.Czemu muszę je stracić.-Powiedziała kobieta.Łzy zaczęły spływać
jej po lekko zaróżowionych policzkach.
-Nie będą o nas wiedzieć.Powiedziałem Wiktorowi,że ma powiedzieć dziewczynką,że umarliśmy.
-Czemu pytam się czemu ?. Zawsze Cię będę kochała Patricio i twoją siostrę też.-Powiedziała blondynka po czym mocno przytuliła dziecko.


Ally dalej męczyła się z Jeremy.Nadszedł wreście moment w którym skończyli.Blondynki telefon zaczął cicho wibrować.
Wyciągnęła zwinnie z kieszeni.
-Spotkajmy się po dwudziestej pierwszej przy szkole.-Numer był nieznany.Ally miała złe przeczucia.Jednak postanowiła to sprawdzić.
Gdy na zegarku wybiła z pięć dwudziesta pierwsza dziewczyna założyła czarną skórzaną kurtkę i pomaszerowała na miejsce spotkania.
Wszystko wydawało je się podejrzane.Zimny wiatr wbijał jej się w skórę który wywoływał gęsią skórkę.Gdy była już na miejscu rozglądała się co chwila.
Miała wrażenie,że ktoś ją obserwuje.Raptownie przed nią pojawiła się czarna postać.Dziewczyna chcąc uciec zaczęła szarpać szkolne drzwi.
-Jak są niepotrzebne to są otwarte kurwa-Powiedziała dziewczyna.Ally nie wiedząc co zrobić skuliła się przy drzwiach mając nadzieje,że nic jej nie zrobi.Jednak myliła się.
W oddali było słyszeć tylko je krzyk.


Rudowłosa nie mogła zasnąć.Dręczył ją ten sms jak i bark obecności Ally.Pytała się Jeremiego jednak mówił,że później jej nie widział.
Samotność źle na nią działa.Oddzielała ja od reszty społeczeństwa.Dochodziła dwudziesta druga.Współlokatorki dalej nie było.
Kolejna melodia z  telefonu wydobył się z półki.Patricia trzęsła się jak galareta.Nie wiedziała czy odczytać wiadomość.
-Twoja przyjaciółka już nic nie powie.
-Co zrobiłeś Ally.-Napisała dziewczyna.Czuła łzy w oczach.
-Przyjedziesz a nic jej się nie stanie.
-Gdzie i o której ?
-Zaraz koło krypty.
Dziewczyna szybko chwyciła bluz.Nie zważała czy ktoś zobaczy ją w takim stanie.Chciała tylko uratować przyjaciółkę


------------------------------------------------------
Heloł.Jak widzieliście zrobiłam sobie małą przerwę ale już jest wszystko ok.Podziękujcie moje koleżance która motywuje mnie do pisania <3.
Rozdział nawet łatwo mi się pisała.Mam nadzieje,że wam się spodoba.
*-Jak znacie ten tekst to będziecie wiedzieć że cytat pochodzi z kultowego filmu 'Piła''
Następny rozdział hmmm chyba przed świtami się wyrobie mam nadzieje.
Do zobaczenia <3333

Obserwatorzy